Narzędzia finansowe

Hydepark

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Poradniki

Analizy

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Giełda

Komentarze

Ludzie

SKOK-i

Nasz gość

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

Skarżą się, bo kredytów jest za dużo, a karta zbyt zagadkowa

2010-10-12, 12:08

W ciągu trzech minionych kwartałów do Komisji Nadzoru Finansowego Polacy złożyli niemal 2,6 tys. skarg na banki. Na co się żalą? Przede wszystkim na przerastające ich możliwości kredyty. 

Co zaskakujące coraz częściej do nadzoru piszą nie tylko niezadowoleni klienci, ale również przerażona sytuacją rodzina. - Jak mój tato mógł dostać 6 kredytów, których raty równają się całej jego pensji ? – pytają Komisję Nadzoru Finansowego dzieci pogrążonego w finansowych tarapatach ojca. Podobne listy przychodzą od wnuczków czy rodziców zadłużonych po uszy osób.

Pretensji na sposób w jaki banki pożyczają pieniądze nie brakowało również w zeszłym roku. - Ale w tym roku jest ich o ok. 10 proc. więcej – mówi Katarzyna Mazurkiewicz z KNF. Listy dotyczą głównie zbyt optymistycznego sposobu liczenia zdolności kredytowej, przy okazji udzielania kredytów konsumpcyjnych. Najczęstszy scenariusz wpadki w kredytową otchłań to paradoksalnie pożyczki na niewielkie kwoty. Problem jednak w tym, że klienci potrafią ich nabrać tyle, że nie potrafią  później spłacić. W skrajnych przypadkach jest ich nawet kilkanaście.

Skąd nagle taki wysyp skarg w sytuacji, gdy już od dłuższego czasu banki deklarują zaostrzenie polityki kredytowej? – To prawdopodobnie efekt zbyt liberalnego podejścia do kredytowania sprzed kryzysu - problemu, na który wielokrotnie wskazywaliśmy. Z lektury listów wynika, że dopiero teraz wiele osób, które wzięły kredyty wcześniej mają kłopoty z ich obsługą - tracą pracę, chorują, zaczynają zarabiać mniej i nie dają rady spłacać rat – wyjaśnia przedstawicielka KNF.

Narastający problem z obsługą kredytów konsumpcyjnych widać w ostatnim raporcie na temat „Sytuacji banków w I półroczu 2010 r.”.  W ciągu pierwszych 6 miesięcy pogorszyła się obsługa wszystkich  kredytów konsumpcyjnych. Najwyższy był w przypadku pożyczek gotówkowych oraz kart kredytowych, gdzie mocno przekroczył już 16 proc., wobec ok. 13 proc.  pół roku wcześniej.  

Źródło: KNF

Kredytów mieszkaniowych za mało


W przypadku kredytów mieszkaniowych powodem skarg częściej jest nieudzielenie kredytu. Klienci piszą, że powiedziano im w banku, że kredyt dostaną. Podpisują więc umowę zakupu nieruchomości, płacą zadatek i po kilku tygodniach oczekiwań okazuje się, że zamiast kredytu dostają odmowę. Zadatek przepada, pozostaje wściekłość i skargi do KNF. W przypadku kredytów mieszkaniowych trafiają się również skargi na kredyty walutowe. Klienci żalą się, że bank nie poinformował ich o możliwych wysokich wahaniach wysokości raty. Tymczasem zmiany jakich doświadczają są dla nich nie do zaakceptowania.   

Karty kredytowe zbyt skomplikowane


Wciąż liczne są również skargi dotyczące kart kredytowych. - Właściwie większość bierze się z niewiedzy na temat zasad działania karty – mówi Katarzyna Mazurkiewicz. - Klienci nie wiedzą na czym polega okres bezodsetkowy, często brakuje im świadomości, że słono trzeba płacić za pobranie gotówki na kartę kredytową – podaje dwa najbardziej podstawowe błędy w użytkowaniu karty.

Nadzór ma natomiast spokój już ze skargami na opcje walutowe i spready. Choć zmienia się profil skarg, ich liczba pozostaje na podobnym poziomie jak w zeszłym roku. Po 9 miesiącach do KNF wpłynęło 2583 skarg, w całym zeszłym roku było ich 3644.   

Tradycyjny wysyp skarg przed Bożym Narodzeniem


Komisja już nastawia się na falę skarg związanych z zaciąganymi w pośpiechu kredytami konsumpcyjnych przed Bożym Narodzeniem. – To niestety tradycja. Klienci mają tak zaprzątnięte myśli świętami, że nie czytają zbyt uważnie umów kredytowych – zwraca uwagę Katarzyna Mazurkiewicz.

Co robi KNF ze zgłoszonymi problemami?  Prosi bank o zbadanie sprawy, ustosunkowanie się do zarzutów i przekazanie wyjaśnień osobie skarżącej. Przy KNF działa również Sąd Polubowny, który zajmuje się sporami w sprawach o wartości powyżej 500 zł. Poskarżyć można się także do arbitra bankowego działającego przy Związku Banków Polskich. W takim przypadku kwota sporu nie może przekraczać 8 tys. zł, a wcześniej trzeba wyczerpać drogę reklamacji w banku. Skargi przyjmą również powiatowi i miejscy rzecznicy praw konsumentów, którzy również udzielają stosownych porad prawnych.


autor: Halina Kochalska

źródło: Open Finance







  • Komentarze (4)
większośc skarżacych się do KNF to zykłe matoły które brały produkt nie mając o nim zielonego pojęcia, podpisując umowy nawet ich nie czytając, żyjące w hurrra-optymistycznym nastawieniu, że zawsze będzie tylko lepiej a potem jest jak jest! to, że banki udzialały kolejnych pożyczek i kredytów, źle o bankach nie do końca świadczy, bo jesli większości ratalek nie ma w bik to niby skąd banki mają wiedzieć o innych zobowiązaniach danego delikwenta skoro on je zataja?
to kredytobiorca decydując się na kolejne zobowiązanie jest za jego spłatę odpowiedzialny a nie bank który mu tego kredytu udzielił, choćby to był 10-ty z koleji kredyt ratalny. Każdy powiniem mocno LICZYĆ SIŁY NA ZAMIARY, a teraz już tylko windykacja i komornicy niech szaleją. Za głupotę trzeba płacić i tyle!
paolo - Październik 12, 2010, 14:27
#1
Nie do końca podzielam zdanie Paolo. Czy klienci skarżący banki do KNF to "matoły"? Nie nazwałbym ich tak. 10 lat pracowałem w bankach i jak słyszę teraz rozmowy pracowników banków z klientami to nie dziwi mnie, że większość z nich kupuje kota w ładnie opakowanym worku. Cały system szkolenia sprzedaży polega na tym aby rozmawiać z Klientem językiem korzyści - cała reszta gdzieś umyka. A najczęściej korzyść jest tu i teraz. Nowa pralka, TV, auto czy mieszkanie. Do tego skrosujmy kartę kredytową, ubezpieczenie, fundusz inwestycyjny, dodatkowe konto. Co będzie potem? Nie wazne. Co z edukacją klienta - dlaczego prawie nikt nigdy nie objaśnia możliwości wypowiedzenia umowy zarówno przez bank jak i przez Klienta.
Fakt że i nasz konsumpcjonizm nie zna granic. Dlaczego tak łatwo sprzedać kredyt a ciężko pokazać KLientowi jak efektywnie zarządzać oszczędnościami. Wiedza ekonomiczna Polaków (w tym również "doradców finansowych") jest bardzo mierna. Ilu z nas ma swój plan finansowy na życie? Ilu rozważa, że w trakcie swojego życia będzie musiał kupić 4-6 samochodów, pewnie z 7 pralek, TV? Nikt o tym nie myśli, że na to wszystko powinien odłożyć nie potrzebując później kredytu. Tylko oszczędzać jest trudno (przykład idzie z góry od rządzących Państwem) a kredyt można wziąć szybko, niemal w momencie poczucia potrzeby posiadania czegoś. Polacy - priorytetem jest dokładna analiza własnych finansów - i to nie po stronie przychodów ale raczej wydatków - tam jest wszystko ukryte. Planujmy, planujmy i jeszcze raz planujmy swoje życie. Wyznaczajmy cele, analizujmy swoją sytuację, planujmy jak je osiągnąć a dopiero potem idźmy do banku. W przeciwnym razie narazimy się na określenie "zwykłe matoły". Aby podjąć mądre decyzje nigdy nie jest za wcześnie ani za późno.
Scientica - Październik 12, 2010, 15:11
#2
re Scientica: czyli jednak w większości podzielasz moje zdanie, że to klienci sami powinni myśleć o swoich finansach a nie banki podczas badania zdolności kredytowej. I żadne rekomendacje nie powinny być na siłe wprowadzane, bo jeśli ktos nie umie liczyć to żadne rekomendacja go nie uchroni. Co do życia n akredyt to tak żyja całe społeczeństwa (patrzmy na usa) bo tak po prostu jest łatwiej. Ileż razy słyszę, że łatwiej komuś spłacać 100zł kapitału i 10zł odsetek bo ma przymus spłaty niz dobrowolni edokładać te same 110zł jako oszczędnosi. Paradok? po prostu nasze mentalność :(
paolo - Październik 12, 2010, 18:37
#3
Prawda jest taka, że często to banki ciągną swoich klientów na dno. Zachęcając ich do zaciągania kolejnych zobowiązań prowadzą do ich przekredytowania. Mam na myśli banki zajmujące się głównie sprzedażą kredytów detalicznych. O ile w przypadku banku odpowiednio wyliczona marża powinna pokryć straty z tytułu zdefaultowanych kredytów, o tyle w przypadku klientów prowadzi to w najgorszym przypadku do windykacji komorniczej, która dotyka nie tylko dłużnika głównego ale często całe rodziny. Ile razy zdarzyło mi się odebrać telefon od doradcy z banku, który nagabywał mnie na wzięcie kartykredytu na samochód, etc. Co któraś osoba nawet jeśli go nie potrzebuje da się namówić. Skarga jest już śmietaną po obiedzie. KNF powinien skupić się na nadzorze banków, w szczególności tych które cały czas udają, że nie wiedzą o istnieniu BIK-u.

A prawda jest taka, że banki które nie odprowadzają danych do BIK-u podkładają przysłowiową świnię innym uczestnikom rynku. Inne banki kalkulują zdolność kredytową bez świadomości istnienia części zobowiązań i to jest prosta droga do przekredytowania się dużej liczby klientów.
@ - Październik 13, 2010, 15:29
#4

Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do niemal 31 tys. odbiorców!