Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Raporty PRNews.pl

Ludzie PR-u

Hydepark

Wojciech Boczoń

Michał Kisiel

Mateusz Gawin

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Kariera w finansach

Analizy

Firmy pożyczkowe

Ludzie

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Poradniki

SKOK-i

Nasz gość

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

Decyzja PKO BP to punkt zwrotny dla polskiego systemu bankowego?

2010-01-13, 10:09

Niebywała konkurencja na rynku bankowym wciąż nie może zmienić jednego. Połowa rynku należy cały czas do dwóch dużych banków. Z tego też względu podjęcie pewnych decyzji przez jedną z tych instytucji oznacza prawie murowany sukces jakiegoś rozwiązania. Wszystko ze względu na łatwość przekroczenia masy krytycznej, a tym samym powodzenia komercyjnego danego projektu.

To fakt. Podobnie jak ten, że są to ogromne kolosy – tankowce, gdzie jakakolwiek zmiana trwa latami, a proces decyzyjny jest maksymalnie wydłużony. Z tego też względu trudno się spodziewać, żeby PKO BP czy Pekao SA należały do liderów technologicznych. Jednak „masa” tych banków powoduje, że pewne rzeczy mogą się udać jedynie wówczas, kiedy któraś z tych dwóch instytucji zainicjuje zmiany. Tak może być z technologią zbliżeniową. A wszystko dzięki dość zaskakującej decyzji PKO BP. Bank jednym ruchem zmienia warunki gry i rozwiązuje klasyczny problem – „jajko czy kura”. Jak się okazuje, czasami takie gordyjskie węzły można łatwo przeciąć, zaskakując cały rynek.

 

Technologia, to nie jest mocna strona ani PKO BP ani Pekao SA. Generalnie chyba jednak ten drugi ma z tym większe problemy – bo cały czas trwają fuzje różnych systemów, a funkcjonujący system centralny nie jest eufemistycznie mówiąc pierwszej świeżości. To wszystko sprawia, że wiele naturalnych zdawałoby się rzeczy dla innych banków, w przypadku tych dwóch kolosów jest prawdziwym wydarzeniem. Duże instytucje to również długi proces decyzyjny. W przypadku PKO BP dochodzi jeszcze problem wciąż zmieniających się jak prezesów. To nie działa na odwagę osób odpowiedzialnych za podejmowanie kluczowych decyzji. Zawsze może się ktoś znaleźć, kto zakwestionuje później jakąś decyzję...

 

Nie rozwodząc się nad specyfiką dwóch największych graczy, trzeba powiedzieć jedno. To te dwa banki swoją masą mogą decydować o być albo nie być pewnych trendów w rodzimej bankowości. Oczywiście rosnąca konkurencja powoduje, że pozycja tych instytucji cały czas traci na znaczeniu, ale jeśli popatrzymy na swego rodzaju bankowe megatrendy, to jednak rola tych dwóch instytucji jest nie do przecenienia. Trudno byłoby odpowiedzieć, co stałoby się z bankowością internetową, gdyby swego czasu PKO BP nie odkupił Inteligo od BGB. Oczywiście od bankowości internetowej nie byłoby odwrotu, ale czy wszystko działoby się w takim tempie? W tamtym okresie większość banków do internetu podchodziła dość nieufnie. Ruch PKO BP wlał w serca wszystkich swego rodzaju otuchę, że to jest właściwy kierunek rozwoju. Klęska Inteligo mogłaby na lata wyhamować rozwój bankowości internetowej. W naszym systemie bankowym jest jednak tak, że inni muszą niejako dostosować się do największego gracza. Jak coś robi PKO BP, to za chwilę należy spodziewać się podobnej decyzji po stronie „Żubra”. W przypadku innych konkurentów, to nie jest już takie automatyczne.

 

Jeśli popatrzymy na to, że w Polsce wciąż królują karty z paskiem magnetycznym, a nie z chipem, to można powiedzieć, że to po części wina... PKO BP. Ten bank jako drugi na świecie (sic!) testował chipy już w 1999 roku. Gdyby wówczas zdecydowano się na wdrożenie od razu chipa (byliśmy przed okresem masowego otwierania kont i wymiany kart bankomatowych na karty „wielofunkcyjne”), nasz rynek kartowy z całą pewnością wyglądałby teraz zupełnie inaczej. Pamiętajmy, że wtedy udział PKO BP w rynku detalicznym wynosił coś koło 60 procent. To była stracona szansa. Nawet jednak bank nadaje ton megatrendom. W połączeniu z Pekao SA – to masa powoduje, że pewne rozwiązania są szybciej akceptowane, a dzięki temu mają szansę na komercyjny sukces.

 

PKO BP to bank, gdzie patrząc na liczby, mało rzeczy się nie udaje. Bank ma drogie kredyty hipoteczne? Co z tego. Masa robi swoje. Karty kredytowe są na tle konkurencji powiedzmy takie sobie? Co z tego. Masa robi swoje. Kredyty gotówkowe są drogie? Co z tego. Masa robi swoje. Bank każe płacić 2 zł za dostęp do internetu i jeszcze bierze 50 groszy za przelew, a do tego kasuje za realizację zlecenia stałego, które się ustanowiło przez internet? Co z tego. Masa robi swoje. Efekt – największy bank „internetowy” w Polsce? Tak. To PKO BP. To dlatego można powiedzieć, że ten bank jest często kluczem do rozwiązania klasycznego problemu błędnego koła. Przykładem jest technologia zbliżeniowa. Decyzja PKO BP naszym zdaniem powoduje, że jest już przesądzone, że płatności zbliżeniowe przyjmą się w naszym kraju...

 

PKO BP poinformował, że będzie pierwszym bankiem w Polsce masowo wdrażającym funkcję zbliżeniową Visa payWave wraz z rozpoczęciem wydawania kart z mikroprocesorem. Oznacza to, że bank wyda ponad 6 milionów kart zbliżeniowych Visa payWave. Tym samym znika argument czy raczej problem – nie wdrażam, bo nie ma odpowiedniej masy krytycznej. A to dotyczyło wszystkich – punktów handlowych, agentów rozliczeniowych, innych banków. Jeśli bank, który ma blisko 30 procentowy udział w rynku kart debetowych stwierdza, że każda jego karta będzie miała “antenkę”, to agenci rozliczeniowi nie muszą się obawiać sytuacji, że wyłożą pieniądze na przystawki, z których nikt nie będzie korzystał. Sklepy nie będą zaś się wzbraniały, jeśli mają świadomość, że to będzie usługa masowa. Podobnie konkurenci, którzy mogą żałować pieniędzy na certyfikację, marketing, edukację, czy koszty wdrożenia. Tym samym mamy cywilizacyjną wręcz szansę znaczącej redukcji płatności gotówkowej. Podobnie jak ominęliśmy etap czeków, tak teraz możemy od razu wejść w technologię zbliżeniową!

 

Ruch PKO BP z całą pewnością będzie wpłynie na podjęcie lub przyspieszenie decyzji przez konkurencję. Na początek Pekao SA. Bank właśnie wymienia karty Maestro na karty z chipem (karta jest już cała wymalowana logiem UniCredit z małym czarnym logotypoem Pekao SA). Mówi się, że za chwilę będzie też miał karty paypassowe, a zatem można liczyć, że w drugiej połowie roku zacznie tak jak PKO BP od razu wydawać karty zbliżeniowe, zamiast najpierw chipowych, żeby potem za kilka lat zacząć masowe wdrożenie kart paypassowych.. Tak jak już to robi na przykład mBank czy MultiBank przy wszystkich kartach ze stajni MasterCarda.

 

Ruch PKO BP to nie tylko stworzenie jednokierunkowej ulicy dla konkurencji. To również prawdopodobnie przekreślenie możliwości pobierania dodatkowych opłat za tę technologię. Bank deklaruje bowiem, że nie będzie pobierać dodatkowych opłat za kartę zbliżeniową. Do tej pory konkurencja przerzucała te koszty na klienta. Koszt dodania antenki do karty chipowej to około 1 euro. Być może zatem PKO BP wynegocjował dobre ceny, a samodzielnie personalizując karty, ma przewagę kosztową nad innymi bankami (zwłaszcza biorąc pod uwagę okres ważności karty). Tak czy inaczej nagle się okazuje, że technologia zbliżeniowa traci swoją wyjątkowość, a staje się masowa. To zaś może wpłynąć na zasięg akceptacji i przyspieszy decyzję innych graczy o wejście w tę technologię.

 

A już teraz to ciekawe zjawisko. Doszły nas słuchy że posiadając około 300 tysięcy kart, polscy klienci robią tylko dwa razy mniej transakcji niż Brytyjczycy, którzy zbliżeniówek mają... 15 razy więcej. Aż trudno nam w to uwierzyć, ale... Robi wrażenie. Bo przecież w Polsce sieć akceptacji jest jeszcze mała. Ale z tego co wiemy ma szybko rosnąć o kolejne punkty i sieci. Być może niedługo w ten rynek wejdzie Carrefour (również ze swoimi kredytówkami). W ten sposób zdopinguje inne duże sieci do podobnego ruchu. MasterCard zapowiada, że pozyska partnerów, którzy dadzą mu wyłączność na płatności zbliżeniowe PayPassem na więcej niż pół roku. Visa z kolei chce zalać rynek poprzez banki. To znaczy to one mają iść z terminalem i przystawką do płatności zbliżeniowych do swoich klientów firmowych. W ten sposób agentem rozliczeniowym stanie się BPH i ponoć Kredyt Bank. Do tego przez spory okres terminale mają być dotowane. Ma to być zachęta dla mniejszych handlowców. Jednocześnie ma się rozpocząć masowa edukacja rynku, co ma w zamierzeniu zwiększyć dramatycznie nasycenie terminalami, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach (i znowu rozwiązany dylemat jajka czy kury – w końcu karta na prowincji przyda się do czegoś innego niż tylko wypłata z bankomatu). Rewolucja? A jakże! Jeśli doda się do tego pogróżki MasterCarda, że dokona gwałtownych zmian w podziale rynku karcianego, to można powiedzieć, że najbliższe miesiące będą wyjątkowo ciekawe. A to wszystko ma zacząć się jeszcze w tym roku!

 

Naszym zdaniem to właśnie jeden ze skutków kryzysu - banki szukają nowych źródeł przychodów pozaodsetkowych. Rynek karciany nadaje się do tego jak znalazł – zwłaszcza, że o spadku interchange’u jeszcze można dłuuugo pomarzyć (wymiana korespondencji pomiędzy UOKiKiem a bankami odbywa się za pośrednictwem ciężarówek). Ale teraz będzie łatwiej przekonać, bo odpada argument opłat za telekomunikację – nawet w przypadku usługi dzwonienia na bezpośredni numer. Interchange też spał z mitycznych 3,5% od transakcji. Przy okazji ma być pilnowane, żeby znikały karteczki – przyjmujemy od 20 złotych, etc. My mamy tylko nadzieję, że przy okazji znikną takie ewenementy jak to, co się dzieje w restauracjach takich jak Jeff’s czy Szwejk (i innych) jednego z największych warszawskich restauratorów. Otóż w tych lokalach płatności przyjmowane są tylko... „kartami kredytowymi”. I oczywiście nie chodzi o limit kredytowy tylko to, czy karta jest wypukła czy nie. Jeśli damy embosowaną debetówkę – płatność przechodzi. Obsługa stwierdza – taki wymóg właściciela. Dlaczego na to godzi się Polcard albo MasterCard czy Visa – tego nie wiemy. Dlaczego tak jest? Niektórzy kelnerzy przyparci do muru stwierdzają, że być może to kwestie podatkowe ;) Tego nie wiemy, ale wiemy jedno – to jest wbrew umowie z agentem rozliczeniowym, a mimo to trwa już lata...

 

Patrząc na konkurencję pomiędzy Visa a MasterCardem to dzieje się to, o czym kiedyś pisaliśmy. Visa może nie jest zbyt ruchawa, ale jak poszła, to po całości. PKO BP podjął odważną decyzję. I prawdę mówiąc to jest jedyne okienko. Kolejne dopiero za... 4 lata. Bo to właśnie mniej więcej taki cykl wymiany i wznowień kart panuje w tym banku. Ile ten proces będzie trwał? Przy takiej liczbie kart – przynajmniej rok, półtora. Pierwsze karty pojawią się prawdopodobnie w wakacje. Potem już bank idzie na całość – po pół miliona na miesiąc. Można zatem powiedzieć, że tak jak do tej pory payWave był w ogonie, dostępny w praktyce tylko w kontach <30 w BZ WBK, tak teraz zaleje rynek. Co prawda nie będzie zegarków, czy nalepek na telefony, ale być może będą płatności mobilne – chociaż nad tym pracuje również Master. Ten ostatni potrafi również przeprowadzić operacje zbliżeniowe na kwoty powyżej 50 złotych – wymaga wtedy PINu. Visa na ten moment oferuje w takich przypadkach tylko „stykowe” operacje, chociaż można się spodziewać, że dla takiego banku jak PKO BP będzie robić wyjątki. To w końcu tylko technologia. Oczywiście to tylko szczegóły techniczne, jednak można powiedzieć, że wojnę wygra się masą, a nie gadżetami. Gdyby jeszcze jakiś bank zaczął w najbliższym czasie masowo wprowadzać payWave’a, to... pełen szacun. No ale na ten moment mamy wciąż zapowiedzi – MasterCard cały czas coś jednak robi. I trzeba przyznać, że dzięki temu jest wyjątkowo ciekawie. Bo na przykład karty z logiem MasterCarda mają pojawić się w... Inteligo! Tak, tak. Tam generalnie szykowana jest zmiana, przy której rewolucja październikowa to mały pikuś (tak, tak – wiemy, że zapowiadaliśmy te zmiany od miesięcy i wciąż nic się nie dzieje).

 

Jak na to wszystko nie patrzeć – szykuje się nam kamień milowy w historii polskiej bankowości. Tak jak bankowość internetowa w Polsce zaczęła się od mBanku (chociaż to był bodaj 6 bank na rynku, który udostępnił ten kanał dystrybucji), tak można powiedzieć, że cios w obrót gotówkowy w naszym kraju wykona PKO BP. Oczywiście, jeśli wszystko technologicznie pójdzie dobrze... Potem pozostanie tylko obserwowanie rynku. Można stwierdzić, że za dwa lata wszystkie karty wydawane w Polsce będą od razu miały wbudowaną technologię zbliżeniową. Klient nie będzie miał wyboru. Oczywiście pozostanie kwestia edukacji i korzystania z tego. Pomysł PKO BP na to jest taki, żeby podzielić klientów pod względem aktywności, a nie np. wieku. Komunikacja ma być cykliczna, a każdy z segmentów (również ten, który korzystać tylko z funkcji bankomatowej) ma być zindywidualizowana.

 

Czy PKO BP wdroży ten bardzo ambitny plan i czy zmieści się w zakładanym czasie – zobaczymy. Tak czy inaczej już samo upublicznienie decyzji zmienia całkowicie reguły gry. Nie ma już pytania czy i kiedy, tylko jest dlaczego tak późno. I będzie dotyczyło każdej zaangażowanej strony. To sprawia, że technologia szybko osiągnie masę krytyczną, a co za tym idzie popularność. W tym przypadku nazwa PKO Bank Polski w jest w pełni uzasadniona. Osobiście trzymamy kciuki za odważną w końcu decyzję. Pal sześć, że bank nie pozwala zmienić pinu do kart, że zbliżeniówki nie będzie na ten moment przy kartach kredytowych. To przy tej masie się zupełnie nie liczy. I to jest piękne. Bo to kolejny raz pokazuje, że nasze banki i klienci są bardzo, bardzo innowacyjni. A to daje nadzieję, że dalej będziemy jako sektor świecić przykładem na całym świecie. To również szansa, że prędzej czy później nastąpi transfer tego doświadczenia z sektora bankowego do sektora publicznego. Bo generalnie aż wstyd, jeśli porówna się, co obywatele w innych państwach mogą zrobić przez internet. Na tym tle polskie banki to z całą pewnością technologiczna perełka, z której powinniśmy być dumni!

 


Źródło: PR News

autor: Michał Macierzyński



Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do niemal 38 tys. odbiorców!