Narzędzia finansowe

Hydepark

Wojciech Boczoń

Michał Kryński

Tomasz Jaroszek

Paweł Lipiec

Hanna Hylińska

Krzysztof Gołdy

Malwina Wrotniak

Michał Kisiel

Łukasz Piechowiak

Mateusz Szymański

Jarosław Ryba

Krzysztof Kolany

Bogusław Półtorak

Michał Macierzyński

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Poradniki

Analizy

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Giełda

Komentarze

Ludzie

SKOK-i

Nasz gość

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

Hipoteczna astronomia w polskiej bankowości

2011-12-07, 14:35

Przy okazji zapaści strefy euro wiele mówi się o tym, jak nierozsądne były banki niemieckie i francuskie pożyczające Grecji. Bez zaczerpnięcia oddechu zazwyczaj dodaje się, że polskie banki takich głupot nie robiły. Czyżby?

Pożyczanie pieniędzy rządom Grecji, Portugalii czy Włoch od dawna uważałem za przejaw braku rozsądku lub wręcz czystej głupoty. Mimo to bankierzy i finansiści jeszcze przez wiele miesięcy kredytowali eurobankrutów. Ich motywacje i rachuby były różne (wielu cynicznie liczyło, że w razie czego rachunki i tak zapłacą Niemcy), co nie zmienia faktu, że długi wielu państw rozwiniętych są niespłacalne. A przynajmniej nie w pieniądzu mającym siłę nabywczą zbliżoną do obecnej.

Banki pożyczały Grecji, dopóki nie ujawniono, że jej dług publiczny przekroczył 120% PKB. Teraz podobną relację osiągnęły Włochy. Oba państwa charakteryzują się wysokim stopniem redystrybucji dochodu narodowego i opodatkowania gospodarki. Wydatki Rzymu i Aten to w przybliżeniu połowa PKB, a dochody stanowią odpowiednio 46% i 40% (dane Eurostatu za 2010 rok). Oznacza to, że w przypadku Grecji zadłużenie (obecnie ok. 150% PKB) stanowi niemal czterokrotność rocznych dochodów. Dług Włoch jest 2,6-krotnie wyższy od rocznych wpływów podatkowych. Przy takich parametrach rynek ocenia, że koszty obsługi wyższe niż 7% doprowadzą dłużnika do niewypłacalności.

Odpowiedzialny jak polski bankier?

Bankierów, którzy pożyczali Grekom i Włochom, powszechnie uznaje się teraz za nieodpowiedzialnych. Ale na naszym rodzimym podwórku kredytuje się jeszcze hojniej. Chodzi o sektor kredytów mieszkaniowych – dziś uważany za najbezpieczniejszą część portfela polskich banków.

Open Finance w Indeksie Dostępności Kredytowej dla przykładowej rodziny 2+1 dysponującej dochodem równym dwukrotności przeciętnej pensji (3617,16  zł brutto, czyli łącznie 5.172,68 zł netto) wyliczył zdolność kredytową na 449 tysięcy złotych.  Oznacza to, że polskie banki są w stanie pożyczyć gospodarstwu domowemu kwotę stanowiącą 7,2-krotność rocznych dochodów. To dwukrotnie więcej niż Grecji, słusznie uważanej za bankruta! Gdzie tu rozsądek?

Podobne wyniki uzyskano z ankiety przeprowadzonej w bankach przez Bankier.pl na potrzeby naszego rankingu kredytów hipotecznych. Bezdzietne małżeństwo 30-latków z dochodem netto 4.600 zł bez problemu może liczyć na ponad 400 tys. złotych kredytu mieszkaniowego. Ponad połowa banków pożyczy kwotę przeszło 7-krotnie przewyższającą roczne dochody przyszłego dłużnika. I to nawet bez wkładu własnego!

Astronomicznie wysoka ocena zdolności kredytowej idzie w parze z bardzo wysoką relacją LtV. W trzecim kwartale ponad połowę kredytów udzielono na ponad 80% wartości nieruchomości. Jest to potencjalnie wybuchowa mieszanka, która eksploduje w przypadku znacznej przeceny mieszkań połączonej z recesją i wzrostem bezrobocia.

Powyższe statystyki pokazują, że w polskich bankach działy sprzedaży dominują nad departamentami kontroli ryzyka. Dla bankowców wciąż ważniejsze jest szybkie zainkasowanie prowizji (tym wyższej, im większy kredyt) niż troska o jakość portfela kredytowego. Jedyną nadzieją pozostaje wiara w rozsądek klienta, który na ogół wykazuje większą rozwagę od bankierów. Świadczy o tym najnowszy raport AMRON, według którego niemal 55% nowych kredytów mieszkaniowych mieściło się w kwocie 200 tys. zł. Tylko co czwarty opiewał na więcej niż 400 tysięcy.

Krzysztof  Kolany
Bankier.pl




źródło: PR News







  • Komentarze (17)
Wystarczy uwzględnić zabezpieczenia (hipotekę) i ubezpieczenie kredytu i cała astronomia gdzieś niknie. Artykuł na miarę Faktu...:P
tb - Grudzień 7, 2011, 22:57
#1
Przy takich dywagacjach istotniejszy od wartości zadłużenia jest koszt jego obsługi. To chyba oczywiste ale autorowi nie pasuje do zgrabnego pomysłu na artykuł.
Niki - Grudzień 8, 2011, 10:17
#2
nieco spłaszczył Pan problem. Żeby iść w taką analizę to należałoby przywolac relacje raty do dochodu a nie dochodu do kwoty kredytu, bo na wysokich liczbach nie trudno zrobic wrażenie. Nie mniej na pewno jakis problem istnieje z wysokościa kredytow udzielnaych klientom z tym, że nalęzy pamięta, że kwoty kredytu nie biora się z kapelusza tylko z cen mieszkań.
raf - Grudzień 8, 2011, 10:23
#3
Tylko że bank jest zabezpieczony hipoteką orz niejednokrotnie ubezpieczeniem a Grecja nie.
Po co Pan pisze takie rzeczy? Od linijki płacą?
dżak - Grudzień 8, 2011, 10:29
#4
a nie jest tak, ze zabezpieczeniem kredytu mieszkaniowego jest cały majątek dłużnika - ten obecncy jak i przyszły (czego na przykład w stanach nie ma jak bank pozycza na dom to ma tylko ten dom jako zabezpieczenie); a u nas będą Cie ścigać do smierci aż wszystko spłacisz (przynajmniej teoretycznie)

przy obligacjach nie ma zadnego zabezpieczenia

według mnie powaznym probleme dla rynku banklowego sa kredyty w walutach przy bardzo duzym osłabieniu złotego to może być probalem dla banku bo wartośc zabezpieczenia zmnaiejsza się w stosunku do długu - w PLN oczywiście. to raz. a dwa banki będa musiłay miec więcej kapitału dla utrzymania płynności i moze im nikt nie pożyczć kasy i to juz jest pomału problem bo WIBOR rośnie pomimo ze NBP nie podnosi stopy%.

no ale polskie społeczęństwo jest biedne i jednak mieszkanie stanowi dużą wartośc dodaną więc nalezy sie spodziewać, że jednak bedziemy lepiej spłacać nasze długi niż Grecy czy Włosi więc pewnie dlatego Merkel i Sarkozy tak bardzo chca nas w EURO
anko - Grudzień 8, 2011, 11:22
#5
Zgadzam się, że tezy są artykułu są trochę publicystycznie podkręcone. Ale argumenty o zabezpieczeniu hipoteką i ubezpieczeniu są wątpliwe. W przypadku poważnego kryzysu i znaczącej przeceny nieruchomości hipoteka staje się dość iluzorycznym zabezpieczeniem. Z kolei masowa niewypłacalność klientów może doprowadzić do sytuacji, w której firmy ubezpieczeniowe nie będą w stanie obsłużyć roszczeń. W taki właśnie sposób straciła płynność i stanęła na skraju upadku firma AIG w 2008 roku.
St - Grudzień 8, 2011, 11:37
#6
Można by rzecz, że ograniczenie kredytów spowodowałoby ograniczenie ceny mieszkań - zapas w cenie za metr jest (około 40% zysku deweloperskiego).
Krzysiek - Grudzień 8, 2011, 11:55
#7
@Niki

A jaki jest koszt obsługi kredytu 400 tys zł dla dwóch osób zarabiających średnią krajową.
400 tys na 30 lat na 6% w ratach równych daje 2398,20zł .
Dla rodziny zarabiającej 5.172,68 zł netto misięcznie rata stanowi prawie 50% z czego jedna wypąłta idzie prawie tylko na kredyt.
Doliczmy jeszcze czynsz i opaty licznikowe na poziomie 600zł i wyjdzie nam żę utrzymanie mieszkania kosztuje około 3000 zł.

Czyli jak jedna osoba straci pracę to pupa blada. Albo jak będzie mniejsza pensja. A co z dzieckiem ? Tylko żłobek pozostaje?
kiki - Grudzień 8, 2011, 12:13
#8
a dlaczego akurat 400 tys i tylko srednia krajowa x 2? wiekszośc kredytów jak widzimy jest do 200 tys więc chyba ta kwota kredytu byłaby bardziej adekwatna.
ale nie o cyfry chodzi bo tutaj mozna dużo załozyć
faktem jest że obligacja nie ma zabezpieczenia a kredyt ma - hipotekę i przyszłe zarobki oraz cały majatek. to raz
dwa jestesmy niestty biednym narodem ,dla którego mieszkanie to ciagle spory luksus więc nalezy sie spodziewać ,ze te kredyty będa lepiej spłacane niz długi przez Greków.
ale porównanie kredytu do obligacji uważam za mocno nietrafione.
według mnie banki więcej ryzykują pożyczając w walutach i nie wymagając wkładu własnego - ubezpieczenie nie załatwia tematu o czym biorący kredyt chyba nie zdaja sobie sprawy tak do końca. to sa moim zdaniem realne problemy.
swoją drogą ciekawe ,ze w takich stanach jak bank pozycza na dom to ma tylko dom; jak kogoś nie stać na płacenie rat to oddaje dom i cześć.
anko - Grudzień 8, 2011, 14:09
#9
Ciekawy artykulik, aczkolwiek jak czesto bywa u autora przejaskrawiony. O ile w przypadku zabezpieczenia hipoteką można uzyskać realną własność mieszkanai o tyle pozyczajac krajom ( kupujac ich obligacje) nie posiada się żadnego zabezpieczenia na nieruchomości. Jesli rata w banku nie bedzie spłacana bank moze po odpowiedniej procedurze przejac mieszkanei i je sprzedać. Pytanie: co może inwestor który kupił obligacje państwowe zrobić? Nic! Nie przejmie ani kawałka Grecji , Hiszpani, czy Włoch. W tym tkwi problem z pożyczaniem państwom. Jakby zabezpieczeniem konkretnych obligacji były np wyspy lub inne nieruchomości, to nie byłoby takiego problemu i oprocentowania.
Jaro - Grudzień 9, 2011, 08:06
#10
Na Greckie i Włoskie obligacje był duży popyt, a na niemieckie mały. Przyczyna oczywista, na niemieckich nie ma zysku przy inflacji ponad 2%. Na tych "ryzykownych" zysk jest do 20% i okazuje się że jest on gwarantowany tzw. pomocą dla Grecji i Włoch. Francuskie i niemieckie banki muszą zarobić swoje, albo z dodruku euro, albo z "pomocy" Eurolandu i brukselskich karierowiczów-lizusów.
Europejczyk - Grudzień 9, 2011, 08:51
#11
jak hipoteka, jakie zabezpieczenie? Dom kupiony 3 lata temu za 200 tys. franków jest wart 100 tys. franków! Co to za zabezpieczenie? Takie jak obligacje greckie spłacane po 50% wartości. W złotówkach-spadek o 15-20%, za rok pewnie 25-30%
s - Grudzień 9, 2011, 09:23
#12
Rozsądek jest ponieważ banki dużo na tym zarabiają , w przeciągu naprzykład 30 lat potrajają kwotę pożyczoną na swych kontach bankowych , takze wiele zarabiają na takich kredytach gdzie niewiele tracą gdyż nawet jeśli klijent jest niewypłacalny bank zajmuje jego nieruchomość i poprostu daje na przetarg . Takze straty dla banku niewidzę lecz czysty zysk . W tym przypadku niema co porównywać do Grecjii gdyż to odrębny temat. W przypadku kredytu zabezpieczeniem jest nieruchomość a w przypadku Grecjii co było zabezpieczeniem finansowania ???
Evill307 - Grudzień 9, 2011, 11:43
#13
Panie Kolany - mając wybór: obligacje skarbowe albo papiery zabezpieczone na hipotekach kredytobiorców (tak niby przekredytowanych Pana zdaniem) co by Pan wybrał? ;)
MK - Grudzień 9, 2011, 12:29
#14
Jest pewna różnica. Bo rodzina przysłowiowo "wbije zęby w tynk", ale spłacać będzie. Mieszkać gdzieś trzeba. Ponadto nieruchomość na zabezpieczenie można sprzedać, a greckich wysp przejąć się nie dało.
Problemem jest raczej wycena nieruchomości mieszkalnych, bo robione są bez sensu. Finansuje się zakupy koszmarów architektonicznych, nieruchomości wykonanych w lichych technologiach i w złych lokalizacjach, przez co nie wymusza się na developerach i sprzedających dbania o wygląd i zagospodarowanie przestrzenne miast i mniejszych miejscowości.
To się kiedyś zemści i rynek zacznie selekcjonować nieruchomości. Wtedy, okaże się, że nieruchomości potaniają - ale uwaga, tylko te byle jakie.
miś - Grudzień 9, 2011, 13:36
#15
Panie Kolano trochę wyżej Pana ceniłem, cała ta analiza jest warta 0 bo Polak przywiązany jest do nieruchomości jak sanacyjny chłop do ziemi. Banki wiedzą że prędzej nie zje a ratę zapłaci bo mu zabiorą mieszkanie czy dom. to nie stany że każdy ma to w d...u--p...i----eee
widmo - Grudzień 9, 2011, 15:33
#16
Padło juz dużo o zabezpieczeniu na hipotece nieruchomości. Trzeba dodać, że bank jest zabezpieczony na całym majątku obecnym i przyszłym (!!!) kredytobiorcy. Wcześniej czy później go dopadną. Niech z nieruchomości wezmą 80% kredytu, zanim to nastąpi sporo odsetek (no bo nie kapitału) już kredytobiorca spłaci. Ponadto jeszcze jedno - solidarność rodzinna. Ja Pan myśli panie KK - kto szybciej wyjmie swoje pieniądzę w imie "solidarności" - rodzice i dziadkowie dla syna/wnukaczy Niemcy dla nierobów z Południa? Należy podkreślić, że rodzina w Polsce daje prawdziwe ubezpieczenie od problemów, np. przejściowego braku pracy.
logik - Grudzień 9, 2011, 23:52
#17

Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do niemal 32 tys. odbiorców!