Król David z Nowego Jorku
Kenneth Roman, kiedyś prezes i dyrektor generalny Ogilvy & Mather napisał ciekawą rzecz o fascynującym, ekscentrycznym i uwielbianym cesarzu reklamy, choć sam autor zatytułował ją Król Madison Avenue.
W każdym z ludzi reklamy nazwisko Davida Ogilvy budzi spore emocje. Rozmaite. Dziś Ogilvy jest historią bardziej, jednak kiedy wspominam początki reklamy w Polsce, Crackfilm (wielki i nieistniejący niestety festiwal reklamy) czy powstawanie pierwszych polskich i sieciowych agencji – łza się w oczach kręci. Najbardziej tajemniczą z nazw wielkich sieciowych agencji i najciekawiej brzmiącą – była Ogilvy&Mather. Dobrze więc, że dziś trafia do nas książka o wielkim facecie, szokującym Szkocie, urodzonym w 1911 roku. Studentem był przeciętnym, więc wyrzucono go subtelnie z Oxfordu. Pracował na zmywaku, ale i uczył się gotować dobrej restauracji w Paryżu. Pierwsze sukcesy zawodowe odnosił jako sprzedawca kuchenek. Był oficerem wywiadu w czasie wojny, marketerem. Potem przyszła reklama i tak został królem Nowego Jorku. O tym jest właśnie ta książka.
Ogilvy był wielki, wyznaczał kierunki, trendy, mody – osiągał w reklamie nieosiągalne. Czasem tak bardzo, że przypisywano mu nadludzkie zdolności, choć sam o sobie mówił z ironią – jestem słabym copywriterem. Jednak w przekorą dodawał – ale za to dobrym redaktorem. Choć był mistrzem autoreklamy, miał bardzo racjonalny stosunek do siebie samego, był pracoholikiem, człowiekiem niezwykle aktywnym na wielu polach. By zrozumieć Ogilviego i poczuć ducha książki przytoczę drobny fragment dotyczący jego stylu pracy: „Redakcja w wykonaniu Ogilvy'ego przypominała operację prowadzoną przez znakomitego chirurga, który kładł ręce dokładnie na tym jednym chorym miejscu w ciele. Czuło się wręcz, jak jego palce dotykają niewłaściwie użytego słowa, nie wygranego zdania, niedokończonej myśli. Nie było w nim jednak dumy z autorstwa i potrafił być wobec siebie samego dość krytyczny. Ktoś widział kiedyś jedną z jego własnych książek z notatkami na marginesach, przekreślonymi słowami i komentarzami w stylu: <<Bzdury,>> <<Pierdoły,>> <<Nonsens>> pod własny adresem. Potrafił puścić w obieg szkice poważnych dokumentów z adnotacją: <<Proszę o uwagi.>>”
Książkę oczywiście będą czytali ci, którzy chcą iść w górę w reklamie, bo śledzenie drogi mistrza pozwala wiele zrozumieć. Dla ludzi reklamy to książka obowiązkowa. Jest to jednak także fascynująca pozycja o życiu, o biznesie, o ciekawych czasach i zdarzeniach. Jest tu i władza, i emocje, i relacje międzyludzkie. Czyta się jak powieść lekko sensacyjną. Tyle, że napisało ją życie, a życie Davida Ogilvy opisał Kenneth Roman. Zdecydowanie polecam – 10 razy lepsza od tzw. literatury faktu. Znakomita nie tylko na wakacje. Nawet trochę żałuję, że sam przeczytałem ją jeszcze przed wakacjami.
autor: Marek Skała
źródło: Megalit
- etykiety:
- marek skała
- reklama
- marek skała
-
Bankowość telewizyjna wraca w nowych szatach
2012-02-07, 07:12
-
„Masz alternatywę” w Kasach Stefczyka
2012-02-06, 14:25
-
Kampania reklamowa Banku Pocztowego
2012-02-06, 07:41
-
Sukces o twarzy Juliette Binoche
2012-01-30, 12:20
-
Juliette Binoche nie daje o sobie zapomnieć
2012-01-30, 09:19

