Narzędzia finansowe

Hydepark

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Poradniki

Analizy

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Giełda

Komentarze

Ludzie

SKOK-i

Nasz gość

Wojciech Bolanowski

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

The Next Big Thing - tylko gdzie?

2011-12-01, 07:08

Od wielu lat w branży płatniczej synonimem innowacyjności jest Turcja. Odkąd pamiętam, kiedy miałem okazję rozmawiać o jakichś nowych metodach płatności, albo innowacyjnych pomysłach marketingowych, na koniec prezentacji padało sakramentalne zdanie „... i zostało to właśnie wdrożone na rynku tureckim”.

W sumie nic dziwnego – Turcja to duży rynek, z ogromną populacją ludzi młodych, rosnącą grupą zamożnych mieszkańców miast oraz z bankami, które zaciekle konkurują o lojalność tej właśnie grupy klientów. Do tego jest to kraj, w którym płatności bezgotówkowe są obecne od lat siedemdziesiątych. Turcy mieli więc czas i środki, żeby zostać modelowym krajem płatniczych innowatorów.

Od jakiegoś czasu jednak – właściwie zanim sobie z tego sami zdaliśmy sprawę – zaczęliśmy mocno deptać im po piętach. Uświadomiłem to sobie podczas ostatniej konferencji na temat rynku płatności, zorganizowanej przez Związek Banków Polskich. Jeden z prelengentów pokazywał tam wyniki sondaży, na temat akceptacji przez konsumentów z różnych krajów takich nowinek, jak płatności zbliżeniowe. Siedzący koło mnie na widowni kolega zapytał: - no i co, jak sądzisz, przyjmą się u nas te zbliżeniówki? No cóż, zanim zdążyliśmy się zorientować, one już się przyjęły! Polska jest obecnie w ścisłej europejskiej czołówce jeśli chodzi zarówno o ilość kart NFC, ilość dokonywanych nimi transakcji, jak i różnorodność punktów handlowych, które te transakcje akceptują. Przeganiamy nie tylko stawianych, jak zwykle za przykład Turków, ale również bogate kraje zachodniej Europy, takie jak Francja, czy Wielka Brytania. Powoli zaczynamy celować w miejsce w światowym Top 3, chociaż na zajęcie pierwszego miejsca raczej nie pozwoli nam demografia.

Nie zdążyliśmy się przyzwyczaić do tej roli pioniera, a już inni zaczęli chcieć się od nas uczyć – pracując w MasterCard praktycznie co miesiąc mamy sesje „dzielenia się wiedzą” z kolegami z innych krajów, od bliskich, jak Niemcy po tak odległe, jak Argentyna.

Co po płatnościach zbliżeniowych? Widać już wyraźnie, że następnym celem branży płatniczej są płatności mobilne. Co prawda nie ma tu jeszcze jasności co do tego czym one właściwie są, a jedna z amerykańskich firm doradczych naliczyła co najmniej 5 różniących się definicji mobilnych płatności (czy SMS Premium to też płatności mobilne? trudno zaprzeczyć, bowiem w szerokim sensie owszem, są). Niemniej jednak widać już, że co najmniej w dwóch obszarach polski rynek płatniczy znowu będzie wśród pionierów: są to płatności zdalne i NFC. Te pierwsze, to możliwość zapłacenia za pomocą mobilnej aplikacji, SMSa czy komunikatu USSD, który wykorzystuje telefon, jako kanał komunikacji z centrum przetwarzania danych, na którym zapamiętany jest numer naszej karty płatniczej. Dzięki temu możemy zapłacić ze środków dostępnych na naszej karcie, bez potrzeby ładowania specjalnej portmonetki, przeznaczonej tylko do płatności komórką. Za co? W zasadzie nie ma ograniczeń, ale w pierwszej kolejności za parking, bilet autobusowy, doładowanie telefonu czy audiobooka, którego chcemy ściągnąć. Z kolei płatności NFC to po prostu karta zbliżeniowa zintegrowana z telefonem. Nie potrzebujemy dzięki temu osobnego plastiku – wyciągamy komórkę, zbliżamy, płacimy, gotowe. Zadziała w każdym punkcie, gdzie już dziś da się zapłacić zbliżeniówką. Oba te rodzaje mobilnych płatności dziś już w Polsce działają, a przyszły rok będzie pewnie czasem ich szybkiego rozwoju.
Żeby nie było tak optymistycznie – na wspomnianej konferencji ZBP wysłuchałem też innej prezentacji, która na temat innowacji w płatnościach patrzyła dużo bardziej sceptycznie. Można ją podsumować tak - fajnie tu sobie wymyślacie, tylko czy ktoś to kupi? Nie chodzi tu tylko o cenę, bo jeśli rozwiązanie się broni, to zawsze znajdą się tzw. early adopters, którzy zapłacą za bycie pionierami. A potem, kiedy już powstanie masa krytyczna, to i cena spada. Bardziej chodzi o prostotę działania, o przydatność danego rozwiązania w codziennym życiu. Musimy bowiem pamiętać - nie ma raczej szans żadna innowacja, która wymaga doktoryzowania się z inżynierii telekomunikacyjnej, albo ładowania na telefon skomplikowanych aplikacji, czy zapamiętywania długich kodów do dokonywania transakcji. Konsumentów interesuje generalnie to CO kupują a nie JAK płacą, więc jeśli będzie się od nich wymagać nauczenia się nowych skomplikowanych umiejętności, to machną ręką i wrócą do gotówki. Karty zbliżeniowe są tego najlepszym przykładem. Przykładamy kartę do czytnika, lampki się zapalają, gotowe! Nie trzeba się niczego nowego uczyć, więc rozwiązanie się przyjęło.

Z drugiej strony ważna jest przydatność w codziennych transakcjach – a codziennie płacimy za rzeczy prozaiczne tj.: jedzenie, bilet, parking, telefon. To wszystko wymaga zbudowania lokalnego ekosystemu płatności. Nie da się wprowadzić naprawdę istotnej dla konsumentów innowacji, siedząc w biurowcu w Dolinie Krzemowej i polegając tylko na umowach z globalnymi korporacjami. Dlatego zawsze ze sceptycyzmem traktuję prasowe doniesienia o kolejnym amerykańskim (lub japońskim, francuskim, niepotrzebne skreślić) wynalazku, który odniósł sukces na swoim macierzystym rynku. Skoro mamy globalną wioskę, to teraz na pewno automatycznie zdobędzie świat. Bez ciężkiej pracy na każdym lokalnym rynku tak się niestety zwykle nie dzieje. Chyba, że ktoś produkuje iPhone’y.

Na koniec, żebyśmy nie wpadli w samouwielbienie nad naszą innowacyjnością, jeśli ktoś chce zobaczyć coś naprawdę nowatorskiego w płatnościach bezgotówkowych, to powinien wybrać się za naszą wschodnią granicę. Połączenie wielkości rynku, ilości dobrych (a tanich) programistów, zajadłej konkurencji i – co tu dużo nie mówić – zamiłowania do błyszczenia gadżetami powoduje, że Rosja to rynek może chaotyczny, ale za to kipiący nowymi pomysłami na rozwiązania płatności. Tak więc – cieszmy się, że dzisiaj zdarza się, że inni chcą uczyć się od nas; ale jednocześnie nie zapominajmy o tym, żeby śledzić to co dzieje się na innych rynkach, również tych, na których na codzień się nie wzorujemy. The next big thing może się pojawić właśnie tam.


autor: Jakub Grzechnik, szef departamentu innowacyjnych płatności, MasterCard Polska

źródło: None






  • Komentarze (15)
"NFC to po prostu karta zbliżeniowa zintegrowana z telefonem" - NFC nie musi być wcale tylko kartą zbliżeniową zintegrowaną z telefonem. W końcu NFC to tylko sposób komunikacji pomiędzy telefonem a terminalem, tak więc płatność z wykorzystaniem NFC może odbywać się na różne sposoby. Pozdrawiam
Ziom - Grudzień 1, 2011, 17:36
#1
@Ziom
To prawda NFC może służyć do wielu celów pozapłatniczych np. wymiany plików między niemal dotykającymi się telefonami, pobierania różnych informacji (kilka lat temu słyszałem o pilotażu w mieście Caem na brytyjskich Wyspach Normandzkich polegającym na umieszczeniu na przystankach autobusowych tagów serwujących informacje o rozkładach jazdy, atrakcjach kulturalnych itp.). Jednak zasadniczo banki interesuje głównie zastosowanie płatnicze. Tagi NFC zostaną wyeliminowane na rzecz kodów QR spełniających tę samą funkcję, choć wymagających połączenia z internetem. W związku z tym NFC rozwinie się zasadniczo w obszarze płatniczym.
Paweł Nyczaj - Grudzień 1, 2011, 18:14
#2
Nie grozi nam samouwielbienie z powodu polskiej innowacyjności - to nie nastawienie Polakow na nowinki zapewniło sukces pay pass/pay wave w naszym kraju. Tzw. "zbliżeniowki" przyjęły się u nas dlatego, że zaczął je konsekwentnie wydawać PKO Bank Polski, lider w sensie udziału rynkowego. Prosty efekt skali.
Ciekawe w jaki sposob organizacje kartowe namowily giganta do tego kroku? I czy on się komukolwiek (oprócz organizacji kartowych) opłacił?
skeptik - Grudzień 1, 2011, 19:18
#3
Ta innowacyjność odnośnie zbliżeniówek to jedna wielka bzdura - banki obecnie wydają praktycznie tylko takie karty nie pytając się klientów o zdanie. Dlatego mamy tyle tych kart. A nie z powodu nagłej fascynacji Polaków pseudo-nowoczesnymi funkcjami.
To przy okazji pokazuje gdzie cały system bankowy ma klientów.
Nemo - Grudzień 1, 2011, 19:47
#4
@skeptik
Zapewne Visie zależało na tym by największy detalista, czyli PKO BP wymienił debetowe Visy na zbliżeniowe, bo w ten sposób liczebnie może dorównać PayPassowi a nawet go nieco wyprzedzić. PKO BP też dokonuje transformacji i chce się przeformatować na bank nowoczesny przemawiający do młodych (zmiana logo, kampania z Majewskim). Oddech PayPassa i świadomość jego pierwszeństwa na światowym i polskim rynku kart zbliżeniowych zdecydowała, że Visa postanowiła zapewnić sobie ogromny przyrost kart zbliżeniowych poprzez proste zastąpienie starych debetówek PKO BP (w grę wchodzi do 6 mln. kart). Inne banki nawet razem wzięte długo będą miały mniej kart payWave.
Paweł Nyczaj - Grudzień 1, 2011, 21:39
#5
@Paweł Nyczaj:
Nie zrozumiał mnie Pan.

NFC to tylko komunikacja między telefonem a punktem sprzedaży.

Sama realizacja płatności może się zasadniczo odbywać na różne sposoby, np. poprzez USSD czy internet mobilny (nie piszę, że aplikacja, bo są aplikacje, które są nakładką graficzną na komunikację odbywającą się poprzez USSD).
Ziom - Grudzień 2, 2011, 09:11
#6
@Ziom
Chodzi o to, że NFC nie wymaga wprowadzania nowych kanałów płatności (np. przez USSD jak w mPay). Telefon z NFC działa tak jak zwykła karta płatnicza w to jest wielkim plusem NFC.
Paweł Nyczaj - Grudzień 5, 2011, 14:51
#7
Bardzo dobrze napisany artykuł, gratuluję!
Michał M. - Grudzień 5, 2011, 16:35
#8
@Paweł Nyczaj: "Chodzi o to, że NFC nie wymaga wprowadzania nowych kanałów płatności (np. przez USSD jak w mPay). Telefon z NFC działa tak jak zwykła karta płatnicza w to jest wielkim plusem NFC." Wtedy to jest płatność zbliżeniowa a nie płatność mobilna. To że "wsadzimy" kartę do telefonu z NFC nie znaczy, że będzie to płatność mobilna. A artykule autor nazywa to "płatności zdalne". A to co Pan napisał to są nazwane przez autora artykuły "płatności NFC". Ja natomiast wspomniałem, że NFC to tylko komunikacja. I może być np. zrealizowana płatność poprzez USSD (jako wymiana informacji z centrum rozliczeniowym) a potem komunikacja następuje z POSem poprzez NFC.
Ziom - Grudzień 6, 2011, 08:38
#9
*Nie wiem, czy wyraziłem się jasno: płatność mobilna to mówiąc językiem z artykułu to "płatności zdalne"
Ziom - Grudzień 6, 2011, 08:42
#10
@Ziom
W sumie zgadza się, jednak zapewne wiele osób będzie utożsamiać NFC z płatnościami mobilnymi mimo iż zdalne one nie są. Wręcz przeciwnie NFC jest systemem bliskiego zasięgu. Zdecyduje o tym charakter samego nośnika, jakim jest komórka z modułem NFC. Typowa płatność mobilna w czystym rozumieniu tego słowa to mPay czy SkyCash.
Paweł Nyczaj - Grudzień 6, 2011, 11:33
#11
...sceptyczną prezentację, podczas której większość ze zgromadzonych na konferencji osób łapała się za głowę z niedowierzaniem...jak można trwać w miejscu "obserwując konkurencję z dziurami w plecach po strzałach",
Zapominając tak naprawdę o jednym, że pozostaje nam oglądać jedynie już tylko plecy konkurencji.
Capano - Grudzień 6, 2011, 13:07
#12
Wyniki finansowe pokazuja, ze tradycyjna bankowosc dJe najlepsze wyniki. A jak ktos chce przecierac szlaki - niech traci pieniadze :) przyklad mbanku ktory byl 5 bodaj bankiem w internecie, a teraz bryluje w sieci pokazuje, ze czasami nie ma sie co spieszyc
Kolorek - Grudzień 6, 2011, 17:33
#13
@Ziom

tak, rzeczywiście może istnieć system, w którym płaci się zdalnie, a potem komunikuje wynik autoryzacji POSowi przez NFC. Mogą być jeszcze inne systemy, np oparte na pasywnych tagach NFC i przypisanych do nic źródłach pieniądza. Natomiast zaletą płatności NFC opartych na standardach EMV (czyli własnie "po prostu karta w telefonie") jest możliwość wykorzystania istniejących POSów z istniejącym firmwarem, co przyspiesza przyjęcie się tej technologii. W dzisiejszych warunkach rynkowych trudno byłoby pewnie znaleźć chętnego na zbudowanie całkiem nowej sieci akceptacji w oparciu o nową technologię.
Kuba Grzechnik - Grudzień 6, 2011, 18:43
#14
@skeptik, Nemo
Gdyby faktycznie polscy klienci brzydzili się innowacjami wciskanymi im na siłę przez banki, to nie widzielibyśmy tylu transakcji. Przy czym w MasterCardzie mamy porównanie transakcyjności w Polsce i innyc krajach (czy to w proporcji do ilości wydanych kart, czy np do PKB) i naprawdę wychodzimy w tym porównaniu na pierwszym miejscu.
Kuba Grzechnik - Grudzień 6, 2011, 18:46
#15

Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do niemal 32 tys. odbiorców!