Narzędzia finansowe

Hydepark

Wojciech Boczoń

Michał Kryński

Tomasz Jaroszek

Paweł Lipiec

Hanna Hylińska

Krzysztof Gołdy

Malwina Wrotniak

Michał Kisiel

Łukasz Piechowiak

Mateusz Szymański

Jarosław Ryba

Krzysztof Kolany

Bogusław Półtorak

Michał Macierzyński

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Poradniki

Analizy

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Giełda

Komentarze

Ludzie

SKOK-i

Nasz gość

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

Pawlak chce likwidacji spreadów

2011-01-11, 06:42

Ponad 60 proc. kredytów hipotecznych spłacanych w Polsce to wciąż zadłużenie we frankach szwajcarskich. Przy wysokim kursie waluty, rosną raty i łączna wartość zadłużenia. Minister Gospodarki, Waldemar Pawlak, uznał, że będzie to najlepszy moment na otwarcie dyskusji o... spreadach. Wicepremier ma dosyć praktyk banków, które spready zawyżają. Czy jedna ustawa może znacząco zmniejszyć ich zyski?

Do 1 do 1,5 mld złotych rocznie – tyle według szacunków Ministerstwa Gospodarki banki zarabiają na spreadach. Dla klienta, który spłaca kredyt w obcej walucie to różnica kilkunastu, czasem kilkudziesięciu złotych. Dodatkowy zarobek dla banku wynikający z różnicy ceny kupna od ceny sprzedaży jest standardowym kosztem przy zaciąganiu kredytu. Klient ma jego świadomość, ale nie wnika w sposób przeliczania ani w różnice w poszczególnych bankach. Efektem skali, zyski dla banków są naprawdę imponujące. Na spotkaniu z dziennikarzami Waldemar Pawlak zdradził swoje plany – koniec z zawyżaniem spreadów przez banki. Realne?

 

Po co rekomendacja SII?


Podobna dyskusja miała już miejsce, kiedy frank szwajcarski i euro wdarły się przebojem do polskich banków. Modne kredyty walutowe pozwoliły bankom „dorobić” na spreadach. Kiedy problem w 2009 roku zauważyła Komisja Nadzoru Finansowego, zrodził się pomysł Rekomendacji SII, która pozwala kredytobiorcom na płacenie rat np. zakupionymi w kantorze frankami szwajcarskimi. Problem w tym, że do tego potrzebny jest aneks do umowy z bankiem. Za taki dokument bank naliczy opłatę, więc rekomendacja stała się nieopłacalna. Banki przyjęły różne warianty wyceny aneksów. Czasem jest to jednorazowa opłata rzędu kilkuset złotych, jednak w skrajnych przypadkach liczy się ją procentowo od wartości kredytu.

 

Przełom w UOKiK


Minister Gospodarki za przełomowy moment w dyskusji o spredach uznaje grudzień 2010, kiedy Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał wyrok w sprawie niedozwolonych praktyk w Banku Millennium. UOKiK dopatrzył się niejasnych kryteriów obliczania kursu walut stosowanych w przypadku rozliczania kredytów denominowanych w walutach obcych. Bankowe umowy kierują klientów do kursów ogłaszanych w tabeli walut. Nie wyjaśniają jednak sposobu ustalania kursu przez bank. Idąc tym tokiem myślenia, bank może zatem dowolnie manipulować wysokością kursu. Tutaj pojawia się ewentualna niezgodność z prawem i zastrzeżenia brak dokładnego sprecyzowania, na jakich zasadach bank ustala kursy. Sytuacja spreadów dotyczy jednak większości banków w Polsce, a nie jedynie Millennium.

 

 

 Zobacz profil PRNews na Facebooku!



Przeglądając przykładowe wartości średnich spreadów, można zastanowić się nad metodologią ich wyliczania. Różnice sięgające kilku procent to norma, jednak za to płaci klient, który na wahania spreadu godzi się w momencie zaciągnięcia kredytu. Nie ma jednak żadnych określonych widełek. W kuluarach bankowych panuje również przeświadczenie o „odrabianiu” strat za atrakcyjne promocje. Najpierw promuje się kredyty bez prowizji i o bardzo niskich marżach żeby wyrobić dobrą dynamikę sprzedaży. Później podwyższa się zysk banku poprzez wysoki spread. Wszyscy zadowoleni. Wszyscy w banku.

 

Złudne nadzieje


Ustawa ma realne szanse wejść w życie w drugiej połowie roku. Jesień to jednak czas wyborów, po których wszystko może się zmienić. Sądząc po stanie zaawansowania projektu i potencjalnych problemów prawnych, na jakie na pewno napotka pomył Ministerstwa, można wnioskować, że banki będą spać spokojnie. Jest to jednak dobra okazja, żeby uświadomić polskich kredytobiorców. Jak to jest, że w Lukas Banku koszt spreadu jest dosyć zbliżony do wartości NBP, a w Getin Banku sięga kilkunastu procent? Nie na darmo Ministerstwo Gospodarki szacuje, że zyski banków ze spreadów to prawie jedna dziesiąta całego zysku sektora bankowego w Polsce.


autor: Tomasz Jaroszek

źródło: PR News







  • Komentarze (7)
Spready to zyski banku - ale prawdą jest że niektóre banki przeginają i niestety trzeba powiedzieć wprost "oszukują" klientów przy wyliczaniu efektywnego kosztu finansowania wlaśnie poprzez "spread". Spread jest znacznie bardziej bolesny niż marża i koszt pieniądza (czyli cena kredytu).
Jestem za tym aby przy niektórych produktach postawić pewien poziom tak jak przy definicji lichwy gdy oprocentowanie przekracza wysokość odsetek ustawowych ...
artur - Styczeń 11, 2011, 09:01
#1
Nie rozumiem dlaczego nie można wymusić na bankach by kurs franka czy euro był liczony po średnim kursie NBP i mamy sprawę spreadu załatwioną.
kiwas - Styczeń 11, 2011, 09:15
#2
Gdyby Pawlak to przeprowadził dostałby olbrzymi kapitał wyborczy. rzeczywiście na spreadach banki strasznie, niemiłosiernie nas oszukują. Żadnych reguł, zupełna dowolność. Kurs NBP nikogo tu nie interesuje. W przypadku franka to różnice nawet do 20-25 groszy. Tak być nie powinno. Klient zaciągając kredyt na kilkadziesiąt lat jest zupełnie bezbronny przez chciwością i nieuczciwością banku. Tylko regulacje ustawowe, odgórne są w stanie ten naglący problem rozwiązać. Chwała Pawlakowi, że temat porusza a jeszcze większa jak go rozwiąże. Jak rozwiąże ma mój głos w wyborach.
Realista - Styczeń 11, 2011, 09:20
#3
mój głos ma też
hugo - Styczeń 11, 2011, 10:48
#4
Na razie to Pawlak mówi i nabija sobie głosy, ciekawe że dopiero przed wyborami wpadł na ten pomysł :) Nie dajcie się omamić. Jeżeli przeprowadzi _przed_ wyborami ten projekt, to ma mój głos, jeżeli nie to sorry, obietnic nie kupuję.

Poza tym odnośnie projektu brakuje mi podstawowych informacji:
Po co bankom spread (oprócz tego sugerowanego że jest to nabijanie zysku). Być może jest tak że spread pokrywa ryzyko kursowe banku w stosunku do instutucji od której bank pożyczył waluty. Jeżeli tak to nie jest taka sprawa prosta. Tutaj rozwiązanie byłoby myślę proste, mianowicie wszystkie banki mogłyby naliczać po średnim (wypłatę, spłatę) a koszty ryzyka musiałyby wliczyć w inne koszty typu prowizja, marża, wtedy klient miałby klarowny widok, jakie są opłaty, bo tak spread jest formą ukrytego ściągania opłat z klienta.

Krzysiek - Styczeń 11, 2011, 11:03
#5
"Nie rozumiem dlaczego nie można wymusić na bankach by kurs franka czy euro był liczony po średnim kursie NBP i mamy sprawę spreadu załatwioną."

Pewnie dlatego, ze jest to kurs sredni i ma sie on tyle do rzeczywistosci co srednie wynagrodzenie do realnych zarobkow. Nawet NBP nie przeprowadza operacji po kursie srednim tylko ma swoje kursy kupna/sprzedazy i spread.

Nie rozumiem skad to "parcie" na kurs sredni NBP, ktory jest wartoscia abstrakcyjna.

Zapomina sie w tym wszystkim, ze przeciez bank nie drukuje frankow czy euro - musi je kupic, nie robi tego po srednim kursie NBP - tylko na warunkach rynkowych (i to innych dla kazdego banku). Mowi sie, ze spread nabija kase bankom - oki, ale zapomina sie tez, ze spread to nie tylko zysk banku, to tez pokrycie jego kosztow. Likwidacja spreadu spowoduje, ze bank pokryje te koszty w inny sposob - tak czy inaczej obciazajac klientow.
... - Styczeń 11, 2011, 11:28
#6
Inżynier Pawlak już nie raz błysnął "genialnymi pomysłami" z dziedziny ekonomii. Ciekawe jak by się odniósł do porad agrarnych od jakiegoś np. zatwardziałego mieszczucha...:-)
Jan24 - Styczeń 11, 2011, 17:48
#7

Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do niemal 32 tys. odbiorców!