A-Z Finanse: Strach przed korektą

To zadanie udało się wykonać poprawnie, bo na koniec dnia WIG zdołał zyskać na wartości 0,01 proc., zaś WIG20 wspiął się nawet o 0,2 proc. w górę i osiem punktów powyżej ważnej bariery 3,6 tys. pkt. Status quo zostało obronione, a największa w tym zasługa spółek technologicznych i telekomunikacyjnych. Gdyby nie ich wzrost – odzwierciedlony choćby w tym, że indeks TechWIG, wbrew całemu rynkowi, zakończył dzień na plusie – nastroje na parkiecie byłyby zapewne dużo gorsze.

Nic nie zmienia jednak faktu, że w oczach inwestorów wciąż jest strach przed głębszą korektą. Porządnego spadkowego odreagowania nie obserwowaliśmy od dobrych kilku tygodni i inwestorzy czują w kościach, że się ono rynkowi jak najbardziej należy. To zapewne dlatego warszawskie akcje radziły sobie w środę znacznie gorzej, niż np. budapeszteńskie – tamtejszy indeks BUX zakończył sesję 0,7 proc. na plusie. A kiedy jest do tego najlepsza okazja, jak nie w czasie publikacji wyników kwartalnych spółek, gdy inwestorzy kierują się zasadą „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty”?

Ta niepewność oczywiście wcale nie przesądza, że ceny będą w najbliższych dniach podążały w dół. Przeciwnie, wciąż nie można wykluczyć, że rynek w jako-takiej kondycji przetrwa kryzys. A nawet jeśli nie uchronimy się przed boleśniejszą korektą, to i tak nie będzie powodów, by wylewać krokodyle łzy. Bo przecież na krajowym podwórku nie stało się nic, co pozwala zakwestionować tezę o galopującej gospodarce, nic nie zatrzymało fali pieniędzy płynących od ciułaczy do funduszy inwestycyjnych (w kwietniu funduszom znów przybyło 5,6 mld zł, z czego spora część płynie właśnie na giełdowy parkiet), nic nie powstrzyma strumienia miliardów euro, pompowanych z Brukseli w polską gospodarkę, a wreszcie nic już nie zatrzyma inwestycji związanych z piłkarskim turniejem Euro 2012, które Polska będzie organizatorem.