Aviva wbija szpilki w lalkę voodoo. A banki?

Wydłub oko laleczce voodo, a dowiesz się, ile za taką szkodę dostaniesz pieniędzy od Avivy. Nowa reklama szokuje. Ubezpieczyciel może sobie jednak na to pozwolić. Banki są bardziej ostrożne. Stawiają na humor, choć i ten bywa kontrowersyjny.


Wbij szpilkę w oko laleczki voodoo a dowiesz się, że za utratę oka dostaniesz do 30 tys. zł. To w przypadku, jeśli wybierzesz obrządek standardowy (składka 40 zł miesięcznie). Jeśli będzie to obrzęd o podwyższonej skuteczności (składka 60 zł), za utratę oka firma wypłaci blisko 60 tys. zł. Dociekliwi mogą poznęcać się nad laleczką, wbijając szpilki w nogi, ręce czy serce. Do wbicia jest 20 szpilek. Reklama już zyskała miano kontrowersyjnej, przez co nie można odmówić jej skuteczności. Link do strony krąży już w internecie, a temat podchwyciły największe branżowe media.

Szokujący przekaz ma na celu uzmysłowienie młodym ludziom, jak ważne w trudnych momentach może być ubezpieczenie NNW. Mdła i nudna reklama nie przykuje uwagi i nie skłoni klienta do refleksji. Wirusowe rozprzestrzenianie się kontrowersyjnego „kalkulatora” może okazać się dużo bardziej skuteczne niż miliony wydane na „grzeczną” reklamę w telewizji.

Telewizja wieje nudą


Branża finansowa rzadko sięga po szokujące reklamy. W bankach w ogóle nie ma miejsca na tego typu przekaz. Tu bardziej sprawdza się humor lub popularna postać. Dlaczego? Bo bank to przedsiębiorstwo o charakterze instytucji zaufania publicznego. Powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem, zaufaniem, stabilnością. Kiedyś banki reklamowało się tak: [ZOBACZ]

Kadr z reklamy Banku Pekao SA. Lata 90.

Dziś wszyscy mają świadomość, że szok i kontrowersja to broń obosieczna. Jednych klientów może przekonać, innych zniesmaczyć, w efekcie wyrządzając szkody samemu reklamodawcy. Jednak ogromna konkurencja w sektorze sprawia, że banki też muszą uciekać się do chytrych sztuczek. Sięgają m.in. po marketing wirusowy.

Banki folgują sobie w internecie


Część z nas pamięta zapewne głośną reklamę mBanku, w której ksiądz wysiada z luksusowego samochodu, zachęcając do skorzystania z produktów banku. Przekonuje też, że nie warto wierzyć reklamie („i facetowi przebranemu za księdza”). Reklama już sama w sobie kontrowersyjna. Wsparcie zapewniło jej także dodatkowe nagranie z kulis kręcenia klipu, które wirusowo krążyło po internecie.

Kulisy reklamy mBanku. ZOBACZ całość.

To tylko jeden z klipów mBanku z księdzem w roli głównej. W reklamach wystąpił też św. Krzysztof, patron kierowców, czy buddysta. Był także Wuj i jego konto („… to po wuju masz to konto”). W tym przypadku przekaz kierowany był także do młodych ludzi. Ale także i „duży” BRE Bank sięgnął po dość nietypowy przekaz 

Kadr z reklamy BRE Banku. ZOBACZ całość.

Grupa BRE nie jest odosobnionym przypadkiem. W reklamie Inteligo wystąpiła Maria Peszek, która przyznała, że nie ma czasu na seks. – A co dopiero na jakieś tam banki, PIN-y, przelewy i inne pieprzoty – mówiła. [ZOBACZ]

Bank: To nie my!


Niezłą karierę w drugim obiegu zrobiła też jedna z reklam Banku BPH. Sześć lat temu bank reklamował pożyczkę od ręki. Standardowa scenka rodzajowa: para wchodzi do banku, mąż deklaruje, że nie ma dochodów. Mimo tego pracownica banku z uśmiechem na ustach przyznaje pożyczkę. Rzecz w tym, że powstało drugie video, gdzie pracownica banku każe mu wyp…lać. Bank co prawda odciął się od produkcji i podjął tytaniczną próbę usunięcia video z sieci, jednak ostatecznie reklama do dziś krąży po internecie [ZOBACZ]

ING Bank Śląski kilkukrotnie sięgał już po zaskakujące reklamy, choć ani razu nie były one aż tak szokujące, jak na przykład ostatnia kampania Avivy – bank stawia przede wszystkim na humor. Jedną z ciekawszych kreacji było wystąpienie Marka Kondrata w roli w roli prezydenta [ZOBACZ]. Do internetu trafiła też nieemitowana w telewizji reklama kredytu hipotecznego pt. „Tato kupa” [ZOBACZ]

Przez jakiś czas internet żył reklamą nieistniejącego już serwisu social lending: monetto.pl. Tu w dość dosadny sposób aktorzy pokazali stosunek pracownika banku do klienta.

Kadr z reklamy monetto.pl. ZOBACZ całość.

Reklamy produktów finansowych coraz częściej mają dwa oblicza. Oficjalne, grzeczne – w telewizji i ostre, zaskakujące – w internecie. Pojawia się pytanie, czy i kiedy ta granica się zatrze. Ostra konkurencja zmusza banki do szukania coraz bardziej zaskakujących chwytów reklamowych. Coraz chętniej zachęcają swoich klientów do przesyłania własnych propozycji na klipy i publikują je na swoich kanałach w portalach społecznościowych. Wyobraźnia i poczucie humoru internautów są nieograniczone. To powinno udzielać się producentom.

Napisz do autora: wboczon@prnews.pl