Koronawirus i groźba globalnej recesji. „Krach na rynku ropy to wierzchołek góry lodowej”

Koronawirus przyczynia się do wzrostu zgonów, paniki i szeregu wydarzeń, które mogą doprowadzić do gwałtownej recesji. OECD przewiduje, że tempo wzrostu światowej gospodarki zmaleje około o 0,5 pkt proc. Jakie są możliwe scenariusze?

fot. Pexels

Koronawirus jest znacznie groźniejszy niż do niedawna uważano – podaje stacja CNBC, powołując się na  pracowników Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Śmiertelność wynosi bowiem 3,4 procent, a wcześniejsze szacunki mówiły o poziomie dwóch procent zakażonych.

Pesymistyczny scenariusz zakłada więc pandemię, czyli epidemię choroby w dużych skupiskach, na różnych kontynentach, równocześnie. Koronawirus budzi powszechny lęk, choć nie jest to w ostatnich latach pierwsza epidemia o tak dużej skali. Nieco ponad 100 lat temu hiszpańska grypa zainfekowała od 25 do 30 procent światowej populacji i zabiła około 40-100 milionów ludzi.

Nie szukając jednak tak daleko – w ostatnich 10 latach Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pięciokrotnie zagrożenie pandemią: w 2009 r. z powodu wirusa grypy H1N1; w 2014 r. – polio; 2014 r. – wirus ebola; w 2016 r. – wirus Zika; w 2019 r. – ponownie z powodu wirusa ebola. Jednak żadna epidemia nie kwalifikowała się jako pandemia.

Ostatnią faktycznie ogłoszoną pandemią była pandemia grypy H1N1, która wybuchła w 2009 r. i w następnych miesiącach uśmierciła kilkaset tysięcy ludzi. Światowa Organizacja Zdrowia została wówczas skrytykowana za ogłoszenie pandemii, gdyż decyzja ta zmusiła państwa do podjęcia kosztownych środków zaradczych, co może wyjaśniać, dlaczego WHO stara się unikać terminu „pandemia” obecnie.

Mimo wysiłków Chin pojawiły się wtórne ogniska najpierw poza samym odciętym od świata Wuhanem, a następnie poza Chinami. Ponadto WHO widzi na Bliskim Wschodzie bardzo niebezpieczne ognisko wybuchu światowej pandemii. Nieszczelne granice, nasilony ruch pracowników najemnych z najbiedniejszych krajów całego świata, wielkie (i wciąż otwarte) porty lotnicze

Można więc stwierdzić, że mobilność ludzi utrudnia skuteczne działanie współczesnej medycyny. Dlatego szeroko komentowane są skutki, jakie ponoszą ludzie i gospodarki.

Z powodu epidemii banki centralne tną stopy procentowe – amerykańska Rezerwa Finansowa (Fed) zdecydowała się na awaryjne obniżenie stóp procentowych, pierwszy raz od 2008 roku. – Polityka monetarna nie jest najlepszym remedium na szok dla aktywności gospodarczej – tutaj większe pole do popisu ma polityka fiskalna. Zeszłotygodniowa decyzja Fed pokazała, że nawet cięcie znienacka o 50 pb może nie przynieść spokoju na rynki, jeśli zostanie odebrane jako działanie niewystarczające. Ponadto światowe giełdy notują spadki wobec obaw inwestorów przed dalszym rozwojem epidemii  koronawirusa – ocenia Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Możliwe scenariusze

Na koniec pierwszego tygodnia marca obserwowaliśmy potężne spadki na rynkach, a drugi tydzień miesiąca otworzył tzw. czarny poniedziałek. Obserwowaliśmy ostre przetasowania na rynku walutowym, duże spadki na kontraktach m.in. na DAX czy S&P500, spadki na giełdach i wstrzymany handel akcjami w USA, najniższy kurs WIG20 od 2009 roku oraz krach na rynku ropy (kurs czarnego złota spadał nawet 30 proc.). – Spadek popytu na ropę to wierzchołek góry lodowej – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers i dodaje „EIA podaje, że popyt na ropę w 2020 roku nie wzrośnie po raz pierwszy od 2009 roku, czyli dna globalnego kryzysu finansowego”.

Rozszerzająca się epidemia koronawirusa przekłada się na spadek popytu na ropę. Na obecnym etapie trudno go rzetelnie oszacować, ale sama kwarantanna w Chinach miała obniżać zapotrzebowanie w skali roku na kilkaset tysięcy baryłek na dzień. W newralgicznej sytuacji państwa OPEC nie mogły znaleźć porozumienia z Rosją dotyczącego skali dalszej redukcji wydobycia.

Przetasowanie na rynku ropy

Zdaniem eksperta rynek surowca czekają ostre przetasowania. – Wielu producentów ponownie znajdzie się pod presją cen niższych niż koszty wydobycia. Jedocześnie należy obserwować rynek kredytowy, który jak magnes przyciągał kapitał. Duży udział w rynku najbardziej ryzykownych obligacji korporacyjnych w USA ma właśnie sektor energetyczny. Krach na rynku ropy może też powodować dalsze załamanie wydatków amerykańskich przedsiębiorstw na dobra trwałe. Tu zagrożeniami już znanymi są kwarantanny i problemy z dostępnością części dóbr – uważa Sawicki.

Co więcej – największy na świecie koncern naftowy Saudi Aramco planuje na kwiecień dostawy na poziomie 12,3 mln baryłek na dzień. Dla porównania Arabia Saudyjska w styczniu ograniczyła wydobycie do niecałych 10 mln baryłek na dzień. Główni producenci, niedawni sojusznicy w ramach OPEC+, zamierzają walczyć o udziały w rynku zwiększając wydobycie i sprzedając ropę z gigantycznym dyskontem. W reakcji na informację, kurs ropy WTI spadł z 33,50 do 32 USD za baryłkę.

Wsparcie banków centralnych

Ponadto można się spodziewać, że globalna gospodarka ucierpi nie tylko pod względem popytowym (mniej osób skorzysta z ofert podróży), podażowym (wstrzymanie produkcji m.in. w chińskich fabrykach), ale również pod względem zwiększonych wydatków publicznych. – Polityka fiskalna i monetarna zostały zaprzęgnięte do przeciwdziałania skutkom wirusa – ocenia główny ekonomista TMS Brokers Konrad Białas.

Nie ma jasnych sygnałów, aby inne rządy i banki centralne widziały konieczność nadzwyczajnych działań, choć pojawiają się zapewnienia o gotowości do podjęcia koniecznych kroków. Problem w tym, że rynki i decydenci mocno mijają się w ocenie, kiedy ta konieczność zaistnieje. – W G10 RBA i Bank Kanady też już dokonały obniżek stóp procentowych, choć trzeba przyznać, że było im łatwiej podjąć tę decyzję na już zaplanowanych posiedzeniach. EBC, Bank Anglii czy Bank Japonii dalej kończą swoją aktywność na werbalnych zapewnieniach i zasłanianiu się potrzebą otrzymania dodatkowych danych. Sam nie jestem zwolennikiem przereagowywania, ale obecnie każdy dzień uspokojenia inwestorów, konsumentów i przedsiębiorców może ważyć na tym, czy gospodarki otrą się o recesję – mówi główny ekonomista TMS Brokers Konrad Białas.

Z powodu epidemii tempo wzrostu światowej gospodarki zmaleje około o 0,5 pkt proc. – przewiduje Organizacja ds. Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Wpłyną na to m.in. restrykcje, działającymi przeciw rozprzestrzenianiu się wirusa oraz problemy wynikające z zakłóconych powiązań handlowych. Według tego scenariusza epidemia zacznie wygasać w II kwartale br., gdyż walka z COVID-19 nie będzie przebiegała w innych krajach tak, jak w Chinach, gdzie gospodarka została niemal sparaliżowana przez ograniczenia w przemieszczaniu się ludności. A to wystarczy, by tempo globalnej gospodarki zwolniło o 0,5 proc. w stosunku do scenariusza z listopada 2019 r., gdy  OECD zakładała, że wyniesie ono 2,9 proc. Wynik na poziomie 2,4 proc. byłby najsłabszy od roku 2009.

Konsekwencje polityczne

Od miesięcy mówiło się, że gospodarka zwalnia, że wisi nad nami widmo globalnej recesji. Koronawirus może przeciąć pasmo spekulacji i sprawić, że krach stanie się faktem. Będzie to oznaczać nie tylko konsekwencje ekonomiczne, ale i polityczne.

Ostatnio głos zabrał w tej sprawie ekonomista Nouriel Roubini, doktor Uniwersytetu Harvarda, który przewidział kryzys w 2008 roku. Twierdzi teraz, że rynki akcji stracą od 30 do 40 procent z powodu koronawirusa. I że jest to moment, który przekreśli szanse na wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich.

– Zawsze tak się działo w historii. Ford przegrał z Carterem po szoku naftowym w 1973 roku, Carter przegrał z Reaganem po drugim szoku naftowym w 1979 roku, a Bush przegrał z Clintonem po inwazji na Kuwejt. Demokraci nie są mocni, ale Trump jest trupem – ocenia Nouriel Roubini.

Roubini w swojej ocenie nie jest osamotniony. Wielu obserwatorów polityki USA zgadza się z opinią, że to epidemia wybierze nowego prezydenta, a ewentualny wybuch koronawirusa w Ameryce i pogrążenie gospodarki w recesję wytrąciłby z ręki Trumpa największe atuty w tych wyborach. Podobnie jak utrzymanie sytuacji pod kontrolą uczyniłoby go niekwestionowanym faworytem.

To samo dotyczy polskich wyborów prezydenckich. Zarówno urzędujący prezydent, jak i niezależny kandydat na prezydenta Szymon Hołownia, ogłosili w poniedziałek, że w związku z zagrożeniem koronawirusem rezygnują z dużych, otwartych spotkań w kampanii wyborczej. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk nie wyklucza przełożenia terminu wyborów. – Gdyby rozwój koronawirusa nastąpił tak jak we Włoszech i objął np. całe województwo, a w kwarantannie byłyby całe gminy, musielibyśmy myśleć o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej – mówił.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada jednak sceny dantejskie, niewidziane od Wielkiego Kryzysu: oficjalne kwarantanny, samoizolacja, pustki w sklepach, wzrost cen, czy przymusowa kwarantanna firm, które np. wedle przyjętej ostatnio w Polsce specustawy – będą musiały oddać część swojego majątku na potrzeby walki z koronawirusem.

Szereg takich wydarzeń jest jak łańcuszek, który może doprowadzić do gwałtownej recesji. – Rynki próbują odbić po poniedziałkowym załamaniu, ale doniesienia związane z koronawirusem przypominają, że może być jeszcze gorzej, zanim będzie lepiej. Inwestorzy muszą manewrować między informacji o objęciu czerwoną strefą całych Włoszech a zapowiedziami nowego pakietu gospodarczego w USA. Awersja do ryzyka będzie podtrzymywana, ale będą się trafiać okresy rajdów ulgi – uspokaja jednak Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Źródło: TMS Brokers