Na farmazona

Niespełna miesiąc po wielkiej burzy dotyczącej opcji walutowych, które doprowadziły do ruiny niejedno wielkie i mniejsze przedsiębiorstwo i kilka tygodni po tym, jak Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła pomysł nowej rekomendacji dla banków, chroniącej bankowych klientów, kolejny cień padł na świat polskich finansów. Wszystko chce zbadać Rzecznik Praw Obywatelskich.

Niejasne zapisy

Sektor bankowy ucieka przed kryzysem w niejasne umowy i nieprecyzyjne wymagania wobec klientów. Takie działania dają bankom możliwość postawienia swoich partnerów przed faktem dokonanym i w konsekwencji – nieźle zarobić. Nie ma to nic wspólnego z partnerstwem i klienci coraz częściej mówiąc o ofertach banków operują pojęciami: „nie dać się nabrać” czy „nie dać się nabić w butelkę”. Liczne w tej sprawie skargi kierowane do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów mają – zgodnie z zapowiedziami urzędu – skutkować, jeszcze przed świętami Wielkiej Nocy, pozwami sądowymi.
„Zwracam się z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu sprawy, jak sądzimy, oszustwa w wykonaniu ING w zakresie funduszy Małych i Średnich Firm, którego padliśmy ofiarą. Co prawda kwota dla innych inwestorów nie byłaby może wielka, ale dla nas już tak” – pisze do redakcji „GB” Aleksandra Śniecikowska. – „W 2007 roku będąc na wakacjach poza granicami kraju dostaliśmy informację od naszej agentki z ING o okazyjnym kupnie funduszy, które były przez kilka lat nie do kupienia. Kiedy próbowaliśmy to zrobić kilka miesięcy wcześniej, ta sama pani powiedziała nam, że absolutnie nie ma na to szans. Za pośrednictwem brata, który również dał się nabrać, kupiliśmy akcje za 13 tys. zł. Parę dni później okazało się, że straciliśmy pieniądze (…) a dokładnie 4 tys. zł. Mamy podstawę przypuszczać, że zostaliśmy oszukani, a zarządzający tym funduszem doskonale wiedzieli, że do takiej sytuacji dojdzie. Jestem pewna, że takich jak my osób oszukanych przez ING było więcej. To również oznacza, że ING mogło mieć jakieś przecieki i zwyczajnie spekulowało”.

Skarga w tej sprawie już trafiła do Komisji Nadzoru Finansowego. Jako jedna z wielu. Klienci polskiej bankowości skarżą się na większość instytucji finansowych.
BRE Bank kształtował na przykład wysokość oprocentowania kredytów hipotecznych w sposób zupełnie dowolny i nieprzewidywalny dla klientów. Ale od samych klientów domagał się, aby informowali go o swojej sytuacji finansowej – pod rygorem postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności. To oczywiście ostateczność, ale zdarzało się bankom w Polsce taki nieprecyzyjny zapis przeciw klientom wykorzystać.

Podobne praktyki stosował bank Millennium – też zmieniał oprocentowanie. Wykorzystując – podobnie jak BRE – zapisy w umowach o konieczności informowania przez klientów o wszelkich zmianach w ich finansach.

Drzwi w drzwi

Sąsiedztwo Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Komisji Nadzoru Finansowego jest więcej niż symboliczne. Obie instytucje znajdują się pod tym samym adresem, niemal drzwi w drzwi. I obie patrzą na ręce polskim finansistom, choć nadzór finansowy koncentruje się nad regulowaniem rynku. Niedawno KNF zdecydowała się na przygotowanie rekomendacji umożliwiającej klientom ominięcie przewalutowywania kredytów w walutach obcych na warunkach banków.

UOKiK zaś prowadzi stały monitoring wzorców umownych stosowanych przez przedsiębiorców działających w różnych branżach. Zgodnie z kodeksem cywilnym, postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie uzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy. Klauzule uznane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za niedozwolone są wpisywane do rejestru prowadzonego przez prezesa UOKiK. Od tego momentu ich stosowanie w obrocie prawnym z udziałem konsumentów jest zakazane. Obecnie w rejestrze zawierającym ponad 1500 niedozwolonych klauzul – 92 dotyczą usług finansowych.

Szczegóły w pozwach

W skierowanym do sądu pozwie UOKiK zakwestionował dwa postanowienia stosowane przez BRE Bank i bank Millennium (pozostałe banki czekają pozwy w kolejnych tygodniach) w umowach o kredyt hipoteczny. Pierwsze z nich dotyczy zmiany stopy procentowej kredytu. Zdaniem urzędu postanowienie jest zbyt ogólne i nieprecyzyjne. Dzięki temu bank ma możliwość kształtowania wysokości oprocentowania kredytu według własnego uznania. Brak precyzji w określeniu przesłanek zmiany wysokości oprocentowania powoduje, że przedsiębiorca może dowolnie kształtować jego wysokość, a konsument nie ma możliwości kontrolowania zasadności dokonanych zmian i przewidzenia jego wysokości. Zdaniem prezes urzędu zmiana oprocentowania powinna zależeć od przesłanek obiektywnych, a nie od subiektywnej decyzji banku.

Urząd zakwestionował również klauzulę, w której bank zobowiązuje kredytobiorcę do powiadamiania o wszelkich okolicznościach mogących mieć wpływ na jego sytuację finansową, w szczególności o obniżeniu dochodów mogących mieć wpływ na terminową spłatę kredytu. Zdaniem urzędu okoliczności te mogą być rozumiane bardzo szeroko, co z kolei umożliwia ich dowolną interpretację przez bank. W konsekwencji może on w każdym momencie stwierdzić, że konsument nie wykonał obowiązku poinformowania o dokonaniu dowolnego zakupu bądź zaciągnięciu zobowiązania, nawet gdyby faktycznie nie wpływały one na zdolność do spłaty zaciągniętego przez konsumenta kredytu. Obowiązujące przepisy nakładają na konsumenta obowiązek przedstawienia informacji i dokumentów umożliwiających ocenę sytuacji finansowej, jednak ograniczają ten obowiązek jedynie do dokumentów „niezbędnych do oceny sytuacji finansowej”.

Słona kara

Jeżeli sąd podzieli argumenty prezesa urzędu, zakwestionowane postanowienia zostaną wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych, a ich stosowanie w obrocie będzie zabronione. Jeśli przedsiębiorcy mimo to będą je stosowali, UOKiK może wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów i w konsekwencji nałożyć na przedsiębiorcę karę w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu. W przypadku umów już zawartych, bank będzie musiał je aneksować tak, by nie było już w nich klauzul niedozwolonych.

Ponadto w związku z napływającymi do urzędu sygnałami dotyczącymi propozycji aneksowania przez banki umów o kredyt zabezpieczony hipoteką – UOKiK zwraca uwagę, że w każdym przypadku konsument powinien szczegółowo przeanalizować proponowane nowe warunki umowy. Prawo przewiduje możliwość zmiany warunków podpisanej i obowiązującej już umowy. Ale sytuacje, w których aneksowanie jest możliwe, muszą być jednoznacznie zapisane w umowie właściwej. Dlatego zanim konsumenci podejmą decyzję o zmianie swojego kontraktu, powinni dokładnie przeczytać jego warunki. Jednocześnie niedopuszczalne są praktyki polegające na zastraszaniu lub wywieraniu presji na kredytobiorcach. Podstawowym prawem konsumenta jest prawo do informacji – w związku z tym powinien mieć on w każdym przypadku możliwość przeanalizowania nowych warunków umowy, w tym możliwości skonsultowania ich oraz porównania.

UOKiK informuje, że jeszcze przed świętami do sądów trafią kolejne pozwy – przeciwko bankom. Za działanie nierynkowe, za działania na niekorzyść klientów.

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski poprosił Komisję Nadzoru Finansowego o wyjaśnienie, jakie skutki przyniosły działania KNF w sprawie prób nakładania przez banki dodatkowych obciążeń na kredytobiorców. Rzecznik jest zaniepokojony doniesieniami, iż niektóre banki żądają od klientów dodatkowych zabezpieczeń w sytuacji, gdy wartość kredytu przekracza wartość nieruchomości. Ostatnio KNF poinformowała w komunikacie, że sytuacja na rynku finansowym i bankowym nie może być wykorzystywana przez banki do zwiększenia rentowności portfela kredytowego – kosztem klientów. Na przykład poprzez podwyższanie marż albo rozszerzanie spreadów walutowych. Zdaniem urzędu, zwiększenie obciążeń klienta w wyniku wzrostu marży może ponadto negatywnie wpłynąć na jego zdolność do spłaty kredytu.

PAWEŁ PIETKUN