Ogrzewanie w Białymstoku o 20% droższe niż w Szczecinie

Ogrzewanie dwupokojowego mieszkania w Białymstoku może kosztować o 380 zł więcej niż w Szczecinie – wynika z szacunków Home Broker. Pomimo łagodnego początku sezonu grzewczego lutowe uderzenie zimy i podwyżki cen gazu czy węgla pokazują, że na niższe rachunki za ciepło w tym roku raczej nie ma co liczyć.

Długoterminowe prognozy wskazują, że tegoroczna zima ma się już ku końcowi, a powrotu siarczystych mrozów nie trzeba się obawiać. Po nienaturalnie mroźnym lutym, kiedy – zgodnie z szacunkami Home Broker – zapotrzebowanie na ciepło mogło być nawet o jedną trzecią wyższe od normy, właściciele nieruchomości mogą więc już odetchnąć z ulgą.

Im bliżej morza i zachodu, tym niższe zapotrzebowanie na ogrzewanie

Najmocniej mroźny luty mógł uderzyć po kieszeni właścicieli domów i mieszkań w Białymstoku. Klimat w tym mieście powoduje, że zapotrzebowanie na energię cieplną może być o ponad 19% wyższe niż w relatywnie ciepłym Szczecinie. Gdyby więc zgodnie, z szacunkami Home Broker, przeciętny właściciel 50-metrowego mieszkania w bloku z wielkiej płyty w Szczecinie płacił za ogrzewanie około 2 tys. zł rocznie, to w Białymstoku mogłoby to być o 380 zł więcej. Powód? W Białymstoku jest to prostu zimniej. Jak wynika z danych portalu meteoprog.pl, średnia roczna temperatura powietrza w wysuniętym na wschód Białymstoku to 7,3ºC. W Szczecinie jest to 9,1ºC, na co przede wszystkim ma wpływ wysunięcie na zachód.

Niewiele wyższe zapotrzebowanie na ciepło niż w Szczecinie można też zaobserwować w przypadku miast położonych w zachodniej części kraju, a więc Opolu, Wrocławiu, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze. W Gdańsku, gdzie do ogrzania mieszkania potrzeba ok. 4% więcej ciepła niż w Szczecinie, bliskość morza łagodzi klimat, a w raz z nim ogranicza wydatki na ogrzewanie. Na drugim biegunie znajdują się takie miasta jak Lublin czy Olsztyn, gdzie zapotrzebowanie na ciepło może być kilkanaście procent wyższe niż w Szczecinie. W ich przypadku chłodniejszy klimat wiązać trzeba z faktem, że miasta te położone są we wschodniej części kraju.

 

Luty zjadł gros oszczędności

W tym sezonie grzewczym niecodziennym zjawiskiem był fakt, że to luty okazał się miesiącem najzimniejszym (w stolicy temperatura spadła nawet do -23ºC, a w Suwałkach -28ºC). W latach 1980 – 2004 szczyt mrozów przypadał zazwyczaj na styczeń. W tym roku zapotrzebowanie na ciepło w lutym mogło być o jedną trzecią wyższe niż we wspomnianym wyżej dwudziestopięcioleciu – wynika z szacunków Home Broker dla Warszawy. W efekcie, gdy do końca stycznia właścicieli nieruchomości mogła cieszyć łagodna zima i o 15% mniejsze niż standardowe zapotrzebowanie na ciepło, luty przyniósł ruch w drugą stronę. W związku z tym szacowane dla Warszawy zapotrzebowanie na ciepło w okresie od września do lutego jest obecnie o zaledwie 5% niższe niż przeciętnie w latach 1980 – 2004.

 

… a podwyżka cen je zlikwidowała

Przedwczesna mogłaby jednak okazać się radość z faktu, że w tym roku rachunki za ogrzewanie będą o 5% niższe. W tym samym czasie wzrosły bowiem ceny gazu, węgla, elektryczności oraz energii cieplnej z sieci miejskiej. Najświeższe dane w tym względzie GUS opublikował za grudzień. Zgodnie z nimi w ciągu 12 miesięcy energia cieplna zdrożała o 5,6%, energia elektryczna o 6,8%, gaz o 8,9%, a opał o 9,5%.

W jaki sposób oszacowane zostało zapotrzebowanie na ciepło?

Wbrew pozorom jest to łatwe zadanie. Wystarczą dokładne dane o panujących na zewnątrz temperaturach. Jak bowiem dowodzi – na łamach portalu ogrzewnictwo.pl – mgr inż. Józef Dopke, w sposób liniowy zużycie gazu do ogrzania pomieszczeń zależy od liczby „stopniodni”. Jest to miara pokazująca, o ile stopni Celsjusza dziennie średnia temperatura za oknem jest niższa od tej optymalnej, która nie wymaga używania grzejników. W poszczególnych rejonach świata stosuje się różne sposoby obliczania liczby „stopniodni”. Zgodnie z metodologią Eurostatu, ważne są dwa poziomy temperatury – 15 i 18 stopni. Przy obliczaniu „stopniodni” pod uwagę brane są tylko takie dni, w których za oknem panuje mniej niż 15 stopni Celsjusza (średnia z temperatury maksymalnej i minimalnej danego dnia). Liczbę „stopniodni” określa się wtedy, licząc o ile za oknem jest ich mniej, niż wtedy, gdy słupek rtęci dochodzi do 18 stopni Celsjusza.


 
Korzystając z tej metodologii można obliczyć, że od początku września (tradycyjnie uważanego za początek okresu grzewczego) do końca lutego, łączna liczba stopniodni wyniosła w Warszawie 2597. Biorąc pod uwagę średnią z 25 lat (od 1980 r.) w tym samym czasie liczba stopniodni powinna wynieść 2463. Oznaczałoby to, że dotychczasowe zużycie ciepła może być o 5,1% niższe niż wynikałoby ze średniej.

Zaprezentowane w raporcie obliczenia są wynikiem wielu założeń. W konkretnych przypadkach koszty ogrzewania mogą się znacznie różnić. O ich wysokości decyduje bowiem wiele czynników, takich jak na przykład: indywidualne przyzwyczajenia użytkownika ciepła, lokalizacja nieruchomości, ekspozycja na światło, przenikalność przegród, cena paliwa grzewczego i sprawność instalacji.

Źródło: Home Broker