Xelion: Wszystkie oczy skierowane na dane o inflacji

W komentarzach twierdzi się, że to dane makro doprowadziły do bardzo silnego umocnienia dolara (kurs EUR/USD spadł o jeden procent), ale to nie jest prawda. Dolar zyskiwał od rana, a po publikacji danych wzmocnił się jedynie kosmetycznie. Trudno za spadek EUR/USD winić oczekiwania na podwyżkę stóp w USA, czy też nadzieję, że ECB stóp nie podniesie. Obawiam się, że krótkoterminowy wpływ na zachowanie rynku miały obawy o wynik referendum w Irlandii. Umocnienie dolara wywołało spadki cen surowców. Złoto staniało o 1,3 procent (ten surowiec wygląda bardzo „niedźwiedzio”, a miedź o jeden procent. Cena ropy też zanurkowała znacznie zbliżając się do poziomu 131 USD, ale od tego momentu byki wkroczyły do akcji i znacznie zredukowały skalę spadku, a nawet w końcu sesji doprowadziły do kosmetycznego wzrostu ceny. Ten rynek całkowicie wymknął się spod kontroli.

Wyprzedany i gotowy do korekty rynek akcji skorzystał z danych o sprzedaży detalicznej i ze spadku ceny ropy i ruszył na północ. Po szybkim wzroście indeksy przez wiele godzin stabilizowały się na wysokim poziomie, ale jak tylko cena ropy ruszała na północ to chęć do kupowania akcji zmalała. Na godzinę przed końcem sesji, kiedy ropa już drożała, niewiele z tego wzrostu zostało, a na 30 minut przed końcem sesji S&P 500 przeszedł nawet na minusy. Pretekstem do tego spadku (bo przecież nie realnym powodem) było załamanie się rozmów Yahoo – Microsoft. W ostatnich minutach udało się bykom podciągnąć indeksy na niewielkie plusy. Odbicie się rynkowi już należało, ale nie zmienia ono niczego w smętnym obrazie technicznym rynku.

Po tych wszystkich wypowiedziach zarówno szefa Fed jak i innych członków Rezerwy Federalnej dzisiejsze dane makro nabierają olbrzymiego znaczenia. Gracze boją się teraz inflacji (zawsze czegoś bać się muszą), a dzisiaj właśnie dowiedzą się, o ile wzrosła inflacja CPI, czyli ta miara wzrostu cen, którą kieruje się Fed przy podejmowaniu decyzji o poziomie stóp procentowych. Rynek obserwował będzie obie miary inflacji: główną i bazową. Nie muszę pewnie dodawać, że jeśli obie miary wzrosną mocniej niż rynek oczekuje to może dojść do wyprzedaży na rynku akcji i znacznego wzmocnienia dolara. Jeśli obie miary będą niższe od oczekiwań to reakcja będzie odwrotna. Największy problem sprawi graczom interpretacja danych rozbieżnych. Zazwyczaj uwaga skupia się na inflacji bazowej i ta wskazuje kierunek, ale ostatnio rynek (słusznie) bardziej kieruje się główną miarą inflacji. Dla bezpieczeństwa założyć trzeba, że jeśli jeden z tych wskaźników wzrośnie mocniej niż się tego oczekuje to akcje mogą ucierpieć.

GPW rozpoczęła czwartkowa sesję neutralnie, a potem rynek się podzielił. WIG20 delikatnie rósł, a MWIG40 nadal spadał. Generalnie można powiedzieć, że nasz rynek też już czekał na odbicie, co przy tak skrajnym wyprzedaniu nie może dziwić. Po kilku godzinach wahań, kiedy to przed południem WIG20 znowu testował sesyjne dno, powstała formacja podwójnego dna, która zachęciła graczy do kupna akcji. Pomagały też wzrosty indeksów na innych giełdach europejskich, spadająca cena ropy, oczekiwanie na odbicie w USA oraz informacja mówiąca o tym, że Kompania Węglowa nie sprzeda „na razie” akcji KGHM.

Jak widać czynników sprzyjających wzrostowi indeksów było bardzo dużo. W stanie skrajnego wyprzedania rynku wystarczyłoby tylko kilka z nich, żeby doprowadzić do zwyżki indeksów. Po publikacji danych w USA indeksy usiłowały zwiększyć skalę zwyżki, ale bardzo wstrzemięźliwa reakcja na innych giełdach zapędy byków powstrzymała. Informacja o zmianie kierownictwa Lehman Brothers doprowadziła również u nas do szybkiego zwrotu indeksów, ale niepokój szybko został opanowany, a mocne otwarcie sesji w USA zwiększyło skalę zwyżki. Jest jednak jeden podstawowy minus: obrót znacznie spadł, co sygnalizuje, że wzrost był tylko korektą spadków.