A-Z Finanse: Optymizm topnieje w oczach

Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nadzieje. W środę okazało się, że potencjał kupujących jest nader skromny i nie udało im się w dalszym ciągu popychać indeksów w górę. O ile jeszcze w pierwszej części dnia WIG20 utrzymywał się na plusie, o tyle na popołudniowym zamknięciu tracił już 0,8 proc.

Głównymi sprawcami spadków były banki. Kursy akcji PKO BP i Pekao – największych przedstawicieli tej branży na parkiecie – spadły o 2-3 proc. Po spadku cen miedzi na światowych giełdach o ponad procent osunęła się cena innego tuza parkietu – KGHM-u. Na tę spółkę warto zwrócić w czwartek szczególną uwagę, bo jej szef rady nadzorczej nie wykluczył w wywiadzie dla agencji Reuters, że dywidenda z ubiegłorocznego zysku będzie nawet dwukrotnie wyższa od proponowanych przez zarząd 7 zł. Gdyby rzeczywiście posiadacze akcji KGHM, wartych dziś ok. 85 zł, mieli dostać po 14 zł dywidendy za każdy posiadany papier, byłby to dla nich złoty interes. Która lokata daje 15 proc. pewnego zysku, niezależnego od koniunktury rynkowej?

Przed czwartkowymi notowaniami sytuacja znów staje się więc niewesoła. Główny indeks zbliżył się na niespełna 30 punktów do ważnej bariery 3150 pkt., której przełamanie może mieć fatalne skutki dla rynku (otworzyłoby drogę do spadków, których zasięg analitycy wyznaczają 8-9 proc., co oznaczałoby osiągnięcie przez WIG20 strefy 2900 pkt.). Złe wrażenie robią niskie obroty, bo dodatkowo obnażają niemoc kupujących.

W czwartek oraz przez kilka kolejnych dni inwestorzy będą spoglądali z nadzieją za Ocean. Tam też nastroje nieco „siadły”, ale inwestorzy i tak trzymają się dzielnie, biorąc pod uwagę słabe raporty o stanie amerykańskiej gospodarki oraz wypowiedzi Alana Greenspana, byłego szefa banku centralnego, wieszczącego nadejście recesji. Warto trzymać kciuki, by amerykańscy inwestorzy znów zaczęli patrzyć na świat przez różowe okulary, bo każde – mniejsze lub większe – tąpnięcie na tamtejszym rynku z wielokrotnie większą siłą uderzy w rynki wschodzące, w tym oczywiście w nasz. A każdy dzień spokoju to szansa na ustabilizowanie nastrojów w Warszawie i na to, by inwestorzy utwierdzili się w przekonaniu, że twarde dno zostało już osiągnięte.