Przez lupę trzeba było oglądać też zyski indeksu największych spółek WIG20, który zyskał ćwierć procenta. Ale i ten niewielki wzrost jest w dużej części złudzeniem optycznym. W statystykach po sesji przeważały spółki taniejące (było ich ok. 180, gdy drożejących raptem 130), zaś obroty na sesji pozostawały żenująco niskie – tylko nieco ponad 600 mln zł!
Niskie obroty były spowodowane głównie brakiem inwestorów z USA, którzy w poniedziałek mieli wolne. W tym cała nadzieja, że we wtorek brak aktywności inwestorów przestanie zataczać tak zastraszające kręgi i obroty powrócą do do poziomu przynajmniej 1 mld zł.
Większość analityków, którzy wypowiadali się w poniedziałek dla agencji prasowych obstawia, że do końca bieżącego tygodnia indeks WIG20 będzie minimalnie rósł, zmierzając do poziomu 2950-3000 pkt (teraz ma 2915 pkt.).
Ale w dłuższej perspektywie wciąż mamy kontynuację trendu horyzontalnego pomiędzy 2750 a 3100 pkt. (w przypadku WIG20) I dopiero w drugiej połowie czerwca, w związku z wygasaniem kolejnych serii kontraktów terminowych oraz końcem kwartału może dojść do próby podciągnięcia cen akcji.
Poniedziałkowa sesja giełdowa w Europie też nie przyniosła pasjonujących rozstrzygnięć. Pod nieobecność inwestorów z Nowego Jorku zmienność kursów akcji była niewielka, a główne indeksy we Frankfurcie i Paryżu – tak samo, jak u nas – zdołały wyjść na niewielki plus. I to mimo dalszych zwyżek cen surowców: podrożała ropa, złoto, srebro oraz kauczuk.