Wszystko działo się przy niezbyt wysokich obrotach, które dopiero rzutem na taśmę przekroczyły miliard złotych. W sumie więc po wtorkowej sesji wiemy niewiele więcej o giełdowej przyszłości. Wciąż trwa flauta i wciąż szalenie trudno określić w którą stronę wyrwie się giełda – wiadomo tylko, że decydujący moment powinien nadejść już niebawem, bo od kilku tygodni amplituda zmian indeksów systematycznie się zmniejsza.
W Europie nastroje też były takie sobie, ale większość dużych giełd zakończyła dzień na plusie. O godzinie 16. został opublikowany amerykański indeks zaufania konsumentów Conference Board, który w maju spadł mocniej od prognoz. Wbrew pesymistycznym przewidywaniom, w kwietniu wzrosła jednak sprzedaż nowych domów w USA.
Te mieszane informacje zostały w pozytywny sposób zinterpretowane przez amerykańskich inwestorów, a indeksy zaczęły dosyć dynamicznie rosnąć. W Warszawie inwestorzy nie zdążyli już na to zareagować, więc jest szansa na niw najgorszą sesję w środę.