Długi weekend a gospodarka – fakty i mity

Mimo, że dyskusja na temat gospodarczego znaczenia wielodniowych przerw w pracy powtarza się w Polsce co najmniej raz do roku, nie brakuje w niej mitów. Rozpowszechniają je zarówno nieprzychylni wobec przedłużających się świąt pracodawcy, jak i entuzjastycznie popierający odpoczynek związkowcy.

Mit 1. Dni wolne od pracy w znacząco obniżają wzrost gospodarczy.

Jak wyliczyła PKPP Lewiatan, każdy z 13 dni wolnych od pracy to 5 miliardów złotych straty dla gospodarki. Z tego wyciąga się wniosek, że likwidacja wszystkich świąt spowodowałaby przyspieszenie wzrostu gospodarczego o 3,9 punktu procentowego. To jednak nieprawda. Wpływ pojedynczych dni wolnych od pracy na wzrost PKB jest bardzo niewielki. To, co by się zmieniło, gdybyśmy pracowali w święta, to poziom produktu, a nie tempo jego przyrostu.

Nawet jeżeli wyliczenie Lewiatana jest całkowicie zgodne z rzeczywistością, to wyższy wzrost odnotowany zostałby wyłącznie w jednym roku. Później gospodarka rosłaby w o tyle szybszym tempie, o ile dodatkowe 13 dni pracy powiększa wzrost gospodarczy. Gdyby zwiększenie dni roboczych ze z 214 do 227 przełożyło się na proporcjonalny wzrost tempa rozwoju gospodarczego, PKB rósłby szybciej o 0,3 punktu procentowego rocznie. W rzeczywistości wpływ byłby mniej niż proporcjonalny – patrząc na wyliczenia Lewiatana – nie więcej niż 0,2 punktu procentowego rocznie. 

Mit 2. Długi weekend nie jest korzystny gospodarczo w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia

Jak wiadomo w czasie Bożego Narodzenia konsumenci znacząco zwiększają zakupy, a grudzień jest rekordowym miesiącem pod względem sprzedaży detalicznej. Nie oznacza to jednak, że dzięki temu możliwości produkcyjne gospodarki rosną. Gdyby nie było Świąt, ludzie więcej wydawaliby w pozostałych okresach lub też oszczędzaliby więcej (przez co wzrost gospodarczy byłby nawet wyższy). Może zamiast drogich prezentów jeździliby częściej z rodziną na wakacje, albo kupowali lepsze samochody.

Na pewno o wiele łatwiej wskazać te branże, które straciłyby na likwidacji Świąt, niż te, które by zyskały. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy dzień wolny od pracy obniża łączny produkt w gospodarce. Im mniej pracujemy, tym mniej wytwarzamy.

Mit 3. Liczą się tylko dni robocze 

Mimo nagromadzenia w tym roku długich weekendów liczba dni roboczych jest taka sama jak w roku 2011. Co z tego, że część Polaków wyjedzie na długi weekend, skoro odbędzie się to kosztem kilku dni urlopu, których nie wykorzystają przy innej okazji? Innymi słowy – twierdzą zwolennicy mitu – długi weekend zostanie odpracowany kiedy indziej, przez co nie ma znaczenia, że wiele osób wyjechało teraz na dziewięć dni. 

Proste przeliczanie na stracone dni robocze nie jest jednak właściwym podejściem. To bowiem, co stanowi główną zaletę długiego weekendu jest – z punktu widzenia gospodarczego – jego  największą wadą. Ustanowienie konkretnych dni wolnymi od pracy i wskazanie oczywistych możliwości, jak przerobić je na długi weekend ogromnie ułatwia koordynację planów urlopowych. Dużo łatwiej zebrać towarzystwo na majówkę niż zaplanować wspólny tydzień urlopu w kilku różnych firmach.

Druga strona takiego rozwiązania to przestój w całej gospodarce. Nawet te firmy bowiem, które chcą pracować często nie mogą tego robić, gdyż część współpracujących z nimi podmiotów wyłączona jest na czas majówki z życia gospodarczego. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że efektywność pracy po długim weekendzie spada. Ponieważ większość pracowników była na urlopach, atmosfera znacznie mniej sprzyja skupieniu niż gdy przerwę w pracy miała jedna czy dwie osoby. 

Mit 4. Z dyskusji na temat świąt nic nie wynika 

Może wydawać się, że roztrząsanie kwestii strat dla gospodarki z tytułu świąt nie ma większego znaczenia. Święta przecież są już od dawna ustalone. Nic jednak bardziej mylnego. Po pierwsze zmiany w ustawodawstwie dokonywane są co kilka lat (by przypomnieć tylko zaostrzenie restrykcji odnośnie handlu w święta państwowe, zniesienie nakazu przyznania dni wolnych za święto, które wypada w sobotę czy przywrócenie święta Trzech Króli).

Po drugie podobne dyskusje toczą się także w innych krajach – niedawno choćby w Wielkiej Brytanii przy okazji święta z okazji jubileuszu królowej czy ślubu Wiliama i Kate. Po trzecie wybór między produktywnością w pracy a jakością odpoczynku jest autentyczny. Majówka byłaby pewnie przez społeczeństwo oddana w ostatniej kolejności, gdyż wydaje się jasne, że tu korzyści ze wspólnego wypoczynku wyraźnie przeważają. Nie znaczy to jednak, że z niczego innego nie bylibyśmy skłonni zrezygnować. 

Przykładowo święto Trzech Króli zostało wprowadzone wbrew opinii większości obywateli. Wypada w styczniu, czyli w okresie mniej sprzyjającym wspólnym aktywnościom niż czas od maja do września. Nieco bardziej kontrowersyjną propozycją byłaby likwidacja święta 11 listopada. Wprawdzie w sensie historycznym jest to o wiele bardziej radosna data niż choćby poprzedzający II rozbiór Polski 3 maja. Jednak czy nie warto rozważyć przeniesienie patriotycznego świętowania na 16 sierpnia (przełomowy dzień Bitwy Warszawskiej) lub nawet na 1 sierpnia? W ten sposób przez zamianę dwóch świąt zimowych na jedno letnie zyskałaby i gospodarka i wypoczynek.

Źródło: Wealth Solutions