Partnerzy Inwestycyjni: Retoryka FED

Wczoraj napłynęły istotne informacje i ze strefy euro i USA. Za Oceanem, lepszy od prognoz okazał się wzrost sprzedaży detalicznej. Analitycy oczekiwali poziomu 0,6%, tymczasem faktycznie wyniósł on 1%, co może się świadczyć, że mimo mniejszych przychodów oraz większego bezrobocia, Amerykanie nie ograniczyli wydatków a wpływ na to miała szybko wprowadzona przez administrację Busha obniżka podatków. W Eurolandzie szybciej niż prognozowano wzrosła produkcja przemysłowa.

Analitycy z uwagą spoglądają na sytuację na rynku walutowym, skąd może nadejść sygnał do zmian na pozostałych rynkach finansowych. Euro kosztuje obecnie 1,5405 dolara i jest to poziom, poniżej którego, wspólna europejska waluta nie spadła od ponad 3 miesięcy. Ewentualne przebicie tego wsparcia może zaprowadzić eurodolara do poziomu 1,50. Euro osłabia się przez cały obecny tydzień. Mimo niekorzystnego rozwoju sytuacji na eurodolarze, tuż przy swoich historycznych szczytach znajduje się cena ropy – obecnie 136,50 USD/baryłka. Złoto utrzymuje się nad średnioterminowym dolnym ograniczeniem trendu wzrostowego i kosztuje 874 dolary za baryłkę, a miedź – najsłabszy ostatnio surowiec, kosztuje nieco poniżej 8000 dolarów za tonę.

Kluczowym zagadnieniem na rynkach finansowych pozostaje odpowiedź na pytanie, na ile uda się znaleźć złoty środek pomiędzy chronieniem realnej sfery amerykańskiej gospodarki (po to przecież FED obniżał stopy procentowe, aby zwiększyć płynność na rynku międzybankowym w czasie kryzysu, a dla przeciętnego Amerykanina zmniejszyć ratę kredytu hipotecznego, jaki spłaca), a pomiędzy zagrożeniami inflacyjnymi, które z racji takiej polityki monetarnej, niewątpliwie musiały wystąpić. Nagła zmiana cyklu z obniżania stopy na podwyższanie może nie mieć jednak miejsca, gdyż wzrosły by koszty obsługi kredytów, których Amerykanie, z racji mniejszych zarobków i większego bezrobocia i tak maja trudności za spłacaniem, ale kluczowa jest retoryka FED, który „strasząc” rynki podwyżkami stopy, niejako „interweniuje” na rynku walutowym. Możliwy jest zatem wzrost kursu dolara, ale bez jednoczesnych spadków na ropie czy też na giełdach w Stanach.

Póki co, oba główne amerykańskie indeksy S&P500 i Nasdaq zanotowały wczoraj wzrosty (odpowiednio 0,3% oraz 0,4%), ale nie zmienił się niekorzystnego obrazu rynku z ostatnich dni. Ostatniej zadyszki nie zdołała zażegnać giełda w Brazylii, gdzie tamtejszy indeks Bovespa, po wczorajszym wzroście o 0,8%, wynosi 67371 pkt (8% poniżej szczytów sprzed 3 tygodni). Z uwagi na wczorajsze dobre dane o sprzedaży detalicznej w Ameryce, zyskiwały dziś spółki japońskie eksportujące do USA. Wspomagał je osłabiający się jen do poziomu 108 USD/JPY. Główny indeks giełdy w Tokio, Nikkei, wzrósł o 0,6% do poziomu 13973 pkt.

Dziś publikacje danych o fundamentalnym znaczeniu – o inflacji CPI w Polsce i w USA. W USA dane o inflacji, gdyby były wyższe od oczekiwań (prognozy co do CPI wynoszą 0,5 m/m, a co do bazowej 0,2% m/m), powinny wpłynąć na aprecjację dolara. W Polsce, większość ekonomistów przewiduje wskaźnik inflacji w maju na poziomie 4,3-4,4% i tylko wartość znacznie niższa byłaby argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej do wstrzymania się z podwyżką kosztu pieniądza na najbliższym posiedzeniu. W obliczu podwyżek cen energii i żywności, jaką obserwowaliśmy w zeszłym miesiącu, wydaje się to mało prawdopodobne, aczkolwiek rynek walutowy wskazuje na taką możliwość. Na razie widzimy osłabienie złotego do poziomów 2,20 USD/PLN oraz 3,39 EUR/PLN.