Dobrymi chęciami droga do piekła jest wybrukowana – tak można byłoby podsumować niektóre z działań Komisji Europejskiej na polu regulacji rynku finansowego. Po długich dyskusjach zakończone zostały prace 28 marca b.r. nad nową legislacją podatkową, dotyczącą sektora finansowego, a mianowicie podatkiem od transakcji finansowych.
Przed kilkoma dniami, bo 11 kwietnia br. nad propozycją pochylili się parlamentarzyści europejscy, którzy sformułowali swoje opinie na forum ECON. Co ciekawe, spośród komentatorów nie było nikogo, kto poddałby w wątpliwość celowość takiego rozwiązania w świetle celów, jaki postawił A. Semeta, Komisarz odpowiedzialny za podatki. Jednym z najbardziej kuriozalnych jest ten, iż podatek posłuży wzmacnianiu konkurencji.
Trochę historii i argumentów rodem z Robin Hooda
Sama idea opodatkowania transakcji finansowych nie jest nowa, bowiem najstarszy z funkcjonujących w Wlk. Brytanii podatków datuje się na rok 1699 i dotyczy potwierdzenia transakcji giełdowych na akcjach. Ponieważ potwierdzenie miało formę pieczęci stąd i jego nazwa: stamp duty. W późniejszych okresach wątek podatku od transakcji finansowych pojawiał się w kontekście kryzysów. I tak J.M Keynes wyszedł z propozycją nałożenia podatku transakcyjnego w kontekście walki z Wielkim Kryzysem. Jego uczeń, laureat Nagrody Nobla, J. Tobin zaproponował wprowadzenie podatku globalnego od transakcji walutowych, a miało to miejsce w 1972 roku. Niezależnie od tego, czy propozycje padały w obecnym stuleciu, czy wcześniej, zawsze motywem przewodnim była chęć uszczknięcia dochodów sektora finansowego generowanych na tzw. portfelu handlowym. Nie chodzi zatem o tradycyjne działania banku typu depozyty-kredyty-transakcje płatnicze, ponieważ obciążenie ich ciężarem fiskalnym przełożyłoby się na przeciętnego klienta banku. W ostatecznym rozrachunku na obywatela-wyborcę. I niezwykle trudno byłoby uzasadnić, dlaczego na koniec dnia ma sfinansować jeszcze jeden podatek. Zatem uwagę skierowano na transakcje, które dla przeciętnego klienta banku są z grupy „czarna magia”, a wobec tego jest on niejako na uboczu relacji dochód-podatek. Promotorzy sprawiedliwego społecznie podatku od transakcji finansowych zdają się zapominać lub zgoła grzeszyć brakiem rozumienia dwóch fundamentalnych dla współczesnych finansów zjawisk: współzależności i współistnienia. Innowacje finansowe bankowości inwestycyjnej są bowiem jednym z istotnych instrumentów obniżania kosztów pozyskania funduszy przez banki komercyjne.
Wracając na krótko do uzasadnienia podatku, wskazuje się na niepodlegającą dyskusji kwestię, że olbrzymie w porównaniu z innymi sektorami zyski są pochodną wielkości sektora finansowego oraz głównych na nim graczy. Nie bez przyczyny wskazuje się finansjalizację współczesnej gospodarki, czyli na nadmierne poleganie na dochodach generowanych na transakcjach finansowych oraz udział sektora finansowego w tworzeniu PKB. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że zyski w sektorze finansowym są w swej istocie dochodem z renty (w dużym uproszczeniu dochód wynika z samego faktu istnienia na podobnej zasadzie jak właściciel działki roponośnej). W takich przypadkach elementarne poczucie sprawiedliwości społecznej nakazuje wprowadzenie podatku, którego zadaniem jest transfer części dochodu do sfery publicznej. Jednak przez wieki ktoś pozwalał na to, aby sektor finansowy rozrastał się niczym Gargantua z bajki Rabelais. Jest hipokryzją dziś zarzucanie temu sektorowi tzw. short termism (nadmierna koncentracja na krótkim okresie), istnienia instytucji zbyt wielkich aby upaść, skandali związanych z wykorzystywaniem poufnych informacji dla własnych korzyści czy na koniec postawienie znaku równości miedzy kasynem a rynkiem finansowym (casino like market). Tak samo jak co najmniej w kategoriach niedopowiedzenia należy traktować zapewnienia Semety, że podatek będzie neutralny dla bankowości detalicznej.
Działania w sektorze finansowym odegrały swoją niepoślednią rolę jako jednej z przyczyn kryzysu, a skutkami obciążył kieszenie podatników. Mamy tu na uwadze działania ratunkowe banków i towarzystw ubezpieczeniowych w Europie. Co więcej, w porównaniu z innymi sektorami jest wyraźnie uprzywilejowane podatkowo np. zwolnienie transakcji bankowych od podatku VAT. Innymi słowy, fundusze ratunkowe nie pochodziły z podatków zebranych od sektora publicznego, a z funduszy publicznych. Stąd bierze się argument zwolenników podatku od transakcji finansowych, odwołujący się do solidaryzmu i sprawiedliwości społecznej.
Propozycja Komisji
Propozycja Komisji opiera się na założeniu, że do tej pory sektor finansowy nie ponosił w wystarczającym zakresie kosztów konsolidacji fiskalnej. W dużej mierze do takiej opinii przyczynili się sami bankierzy, którzy bulwersują opinię społeczną wysokością swoich pakietów płacowych. Chyba zabrakło im instynktu samozachowawczego, ponieważ już dyskutuje się o wprowadzeniu regulacji – na wzór obowiązującej w Szwajcarii – ograniczającej wysokość części zmiennej (bonus) pakietu płacowego. Czyli od strony siły argumentacji, docierającej do obywateli UE, Komisja miała w ręku najmniej dwa i to nie podlegające dyskusji: w czasie konsolidacji finansowej sektor finansowy zachowuje się jak nieodpowiedzialny konsument, a zarządzający bankami i innymi instytucjami finansowymi nie wykazują samodzielnie chęci do cięć w pakietach wynagrodzeń.
Z zakresu obowiązywania FTT wyłączone zostały transakcje pozyskania kapitału na rynku pierwotnym oraz, co zrozumiałe, transakcje z bankami centralnymi, Europejskim Bankiem Centralnym (chodzi o mechanizmy EFSF i ESM) oraz związane z zarządzaniem długiem publicznym.
Na pierwszy rzut oka zaproponowane stawki podatku nie wydają się być wielkim obciążeniem, bowiem mówimy o 0,1% dla transakcji na akcjach i obligacjach i 0,01% dla transakcji na instrumentach pochodnych. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Podatek w wysokości 0,1% nakładany byłby w każdym ogniwie łańcucha transakcji. Niewielki ułamek procenta urasta do dużych wielkości, jeżeli prześledzimy jak przebiegają dzisiejsze transakcje.
Ponadto banki finansują swoje potrzeby płynności krótkoterminowej na rynku repo. W tym przypadku, jeżeli byłyby to transakcje z dnia na dzień, można wyliczyć, o ile po wprowadzeniu podatku od transakcji wzrośnie koszt pozyskania funduszy. Według znanych autorowi szacunków, dokonanych przez Bank of Canada, może to być nawet 25%. A to z tych funduszy finansowane są kredyty. Zatem dużym niedopowiedzeniem jest pominięcie wpływu FTT na koszty pozyskania funduszy dla prowadzenie normalnej działalności bankowej.
Niewinne 0,01% na rynku transakcji instrumentami pochodnymi (derywatywami) daje olbrzymi wzrost kosztów, biorąc pod uwagę, o jakich wartościach transakcji w skali jednego dnia mówimy. Szacuje się, że koszty transakcji na tych rynkach mogą wzrosnąć osiemnastokrotne. Ktoś może powiedzieć – i o to chodzi! Bowiem jedyną metoda uniknięcia podatku jest nieangażowanie się w takie transakcje. Jednak należy pamiętać, że rynek instrumentów pochodnych to nie tylko spekulacje. Fundusze emerytalne angażują się w tego rodzaju transakcje po to, aby lepiej zarządzać ryzykiem. Biorąc pod uwagę, jak wielkim problemem są dla Europy przyszłe emerytury, brakuje analizy wpływu podatku od transakcji finansowych na ich funkcjonowanie i wysokość przyszłych emerytur. We wspomnianej już analizie analitycy Banku Kanady wskazują na to, że podatek obniży jakość funkcjonowania rynków, zwiększając jednocześnie ich chwiejność przy zmniejszonych wolumenach transakcji, co musi się przełożyć na wyższe koszty pozyskania kapitału.
Jest czas jeszcze na dyskusję
Kiedy w Szwecji w latach 80-tych wprowadzony został podatek transakcyjny, 60% wartości obrotów giełdowych wyciekło ze Sztokholmu do Londynu. Oczywiście autorzy obecnej regulacji wyciągnęli wnioski z historii i proponują jednoczesne zastosowanie kryterium rezydencji oraz miejsca emisji. Dla przykładu, jeżeli ktoś kupi akcje Volkswagena, będzie musiał zapłacić podatek nawet wtedy, gdy strony transakcji będą miały domicyl w Stanach Zjednoczonych. Nie ma w tym rozwiązaniu niczego ponad ustawę Dodda-Francka, w myśl której zawierający transakcje wspomagają budżet USA, nie będąc rezydentami tego obszaru podatkowego. Zatem pokusa regulacji ponadgranicznej jest wyjątkowo silna, jeżeli przypatrzymy się doświadczeniom w USA. Jednakowoż należy zawsze pamiętać, że Unia to nie są Stany Zjednoczonej Europy, a to co dobrze działa na rzeczywiście jednolitym rynku, nie musi dać spodziewanych efektów w innych warunkach. Mobilność kapitału na największym na świecie rynku kapitałowym dodatkowo wzmacniana przez dolara jako walutę rezerwową jest inna niż w Unii Europejskiej. Nie można wykluczyć sytuacji – na co zwracają uwagę komentatorzy ekonomiczni z USA i Wlk. Brytanii – gdy nałożenie FTT zniechęci do kupowania europejskich akcji A koniec kryzysu raczej rysuje się na dalekim horyzoncie czasowym.
W propozycji regulacji jaka została wypracowana stawki podatku objęłyby grupę 11 krajów, wśród nich są Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania. Trzy z pierwszych wymienionych krajów wywierają silną presję na pozostałe m.in. Wlk. Brytanię i Luksemburg, aby dołączyły się do niemieckiej lokomotywy. Skoordynowane działania na poziomie Unii Europejskiej w odniesieniu do proponowanego podatku pomogą wzmocnić jednolity rynek, jak twierdzi A. Semeta. Propozycja określa wspólne minima stawki podatku oraz zbliży do siebie istniejące różne systemy podatkowe. Zatem jak łatwo zauważyć, podatek od transakcji finansowych (FTT financial transaction tax) ma stać się jednym z ważnych elementów, prowadzących do harmonizacji podatkowej. To z kolei ma wyeliminować zakłócenia na rynku finansowym, uzupełnić już istniejące działania antykryzysowe i wreszcie zniechęcić do spekulacji ala kasyno. Ponadto, pozycja Unii negocjacyjna na spotkaniach G20 w kwestiach regulacji globalnych sektora finansowego byłaby bardzo wzmocniona.
Jak już wcześniej wspomnieliśmy, oczekiwania co do wielkości przychodów podatkowych są duże bo mówimy o kwocie od 30 do 35 mld euro rocznie. Pula środków pochodzących z FTT w części ma być traktowana jako autonomiczne dochody budżetu Unii co w konsekwencji oznacza, że zmniejszyłyby się wpłaty krajów członkowskich do kasy wspólnej. Całość zebranych środków byłaby dzielona między kraje członkowskie. I tu ważne przypomnienie istoty mechanizmu FTT – pamiętajmy, że wyznaczona jest wspólna minimalna stawka, a to oznacza, że jakiś kraj z grupy „11” może stosować wyższe stawki na swoim rynku.
Czy FTT spełni pokładane w nim nadzieje?
Podatek ma wejść w życie od 1 stycznia 2014 czyli jeszcze trochę czasu na dyskusje pozostaje.
Główny promotor nowego podatku A. Semeta w jednej ze swych wypowiedzi stwierdza, że wprowadzając FTT Unia Europejska wysuwa się na czołowe miejsce w walce z kryzysem zaś jego projekt wiarygodny i spoczywa na solidnych podstawach. I nie jest to zaskoczeniem, bowiem od autora pomysłu nie należy oczekiwać innej postawy.
W próbie oceny, która w tym miejscu musi być bardzo syntetyczna należy wskazać, że oczekuje się realizacji zbyt wielu celów na raz. Mamy tu cele polityczne (zbliżające się wybory w Niemczech), fiskalne, harmonizacji rynków i wyścig o palmę pierwszeństwa w konkurencji „twórzmy regulacje”. Tak można zinterpretować przytoczoną w tym miejscu wypowiedź Komisarza Semety. Natomiast brakuje stanowczego określenia, po realizacji jakiego celu będziemy oceniać skuteczność działania FTT. Wykluczmy od razu cele polityczne. Przyjmijmy, że chodzi pieniądze, ale wówczas prościej byłoby opodatkować bilanse banków. Z punktu widzenia poborcy podatkowego ma to same zalety – łatwość poboru i określenia kwot kontrybucji. To tylko dwie najważniejsze z punktu widzenia fiskusa. Niższe koszty kontroli poboru również nasuwają się na myśl.
Czy celem jest walka ze spekulantami finansowymi? Spekulacja na instrumentach pochodnych – jeżeli tym pejoratywnym w treści określeniem się posłużymy – będzie przez FTT po prostu droższa. Czy na tyle przez to mniej atrakcyjna dla graczy na casino market, aby zniknęła – śmiem w to wątpić.
dr Mirosław Bieszki, Doradca ds. Ekonomicznych, KPF