Jeśli chodzi o ujęcie sektorowe, najsłabiej prezentowały się znów spółki deweloperskie. Subindeks WIG-deweloperzy zaliczył dość poważny spadek o 6,7 proc., do czego w dużej mierze przyczyniła się przecena drugiego co do udziału komponentu Echo. Kurs tej akcji od ostatniego piątku spadł aż o 17,7 proc. Nie bez znaczenia był także spadek największego dewelopera GTC o 5,3 proc. Co ciekawe, to właśnie sektor deweloperów w największym stopniu zdołał urealnić wyceny poszczególnych spółek w stosunku do sytuacji sprzed roku. Obecnie wskaźnik P/E dla całego sektora wynosi 6,2 natomiast wskaźnik ceny do wartości księgowej 1,32. Przed rokiem w szczycie hossy wskaźniki te wynosiły odpowiednio 36,8 (P/E) oraz 5 (P/BV). Bardzo słabo zachowały się także spółki paliwowe, których indeks stracił 5,3 proc. za sprawą PKN Orlen (-5,3 proc.) oraz Lotosu (-11,2 proc.).
Atmosfera na rynku była bardzo kiepska i na pewno nie poprawiał jej piątkowy termin wygasania czerwcowej serii kontraktów terminowych. W takich tygodniach na giełdzie zwykle towarzyszą większe emocje i większa aktywność inwestorów. Tak też było i tym razem, szczególnie podczas sesji wtorkowej i piątkowej, podczas których obroty na WIG20 wyraźnie przekraczały psychologiczną barierę 1 mld zł. Tej ostatniej nie ma sensu komentować, gdyż rolowanie pozycji i domykanie arbitrażu powodowały przypadkowe zmiany kursu. Zdecydowanie istotniejszy wpływ na zachowanie naszego rynku miały zmiany na rynku globalnym, przede wszystkim za oceanem. Spadki amerykańskich indeksów przekraczające 3 proc. (DJIA, S&P500) nie pozostały bez wpływu na koniunkturę w Europie. W Niemczech DAX stracił 2,8 proc., ponad 3 proc. spadł indeks giełdy w Londynie, a najbardziej ucierpiał Budapeszt, gdzie indeks BUX stracił aż 6,8 proc.
Z publikowanych danych makroekonomicznych uwagę zwraca przede wszystkim środowy odczyt dynamiki produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej za maj. Okazało się bowiem, że produkcja w ubiegłym miesiącu wzrosła w znacznie mniejszym stopniu niż sądzili analitycy. Przy konsensusie prognoz na poziomie +7,4 proc., wzrost wyniósł zaledwie +2,3 proc. Gorszy wynik maja tłumaczono wprawdzie wpływem dni wolnych (dwa długie weekendy), ale przecież analitycy w swoich przewidywaniach również musieli brać pod uwagę ten argument. Ponadto drugi przypadek w tym roku tak dużego spadku (w marciu wzrost tylko o +0,9 proc.) powinien budzić niepokój. Pomimo słabych danych z produkcji nie należy się spodziewać, aby w nadchodzącym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej odstąpiła od kolejnej, ósmej z rzędu podwyżki stóp procentowych do poziomu 6,0 proc.
Sytuacja techniczna rynku nie uległa zmianie, co oznacza że w dalszym ciągu preferuje obóz niedźwiedzi. Po naruszeniu wsparcia na poziomie styczniowego dna w poprzednim tygodniu, rynek nie zdołał się odbić, a jedynie zatrzymał się tuż powyżej kluczowego poziomu. Taka sytuacja nie dziwi biorąc pod uwagę skalę wyprzedania rynku w momencie pierwszego podejścia do wsparcia. Rzadko się zdarza, aby rynek przy tak silnym wyprzedaniu zdołał się przebić w dół przez silne poziomy obrony. Zdarza się to przy bardzo silnych wyprzedażach, ale akurat z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia. Kilkusesyjna konsolidacja nad wsparciem zdołała już jednak częściowo wychłodzić impet zniżki, co przy negatywnym scenariuszu zewnętrznym może ułatwić niedźwiedziom ostateczne wyłamanie w dół.