Strach zelżał, a dane pomogły – giełdowe indeksy odrabiały straty

W czwartek nie napłynęły żadne nowe złe wiadomości z Fukushimy. Fakt ten w połączeniu ze sprzyjającymi informacjami z amerykańskiej gospodarki umożliwił wzrosty cen akcji w Nowym Jorku. Jak na razie mówimy tylko o odreagowaniu i niekoniecznie oznacza to koniec korekty.

To był kolejny dzień walki o schłodzenie przegrzewających się prętów paliwowych w elektrowni atomowej Fukushima I. Japończycy zrzucali wodę morską ze śmigłowców i zastosowali armatki wodne. Trudno ocenić, czy sytuacja uległa poprawie czy pogorszeniu. Inwestorzy woleli przyjąć wariant optymistyczny.
Na to nałożyło się lekkie wyprzedanie rynku – w ciągu sześciu wcześniejszych sesji indeks S&P500 stracił ponad 5%, oddając całość tegorocznych wzrostów. Gracze z Wall Street wyczekiwali więc na pretekst do wzrostowego odbicia.

Giełdowym bykom przysłużyły się dane makro. Zgodnie z prognozami liczba noworejestrowanych bezrobotnych spadła z 401 tys. do 385 tys. Wszystkich ekonomistów zaskoczył indeks koniunktury w regionie Filadelfii, który w marcu wzrósł z 35,9 do 43,4 pkt., osiągając najwyższy poziom od 17 lat. Wbrew pozorom dość dobre były także dane z przemysłu: wartość produkcji w lutym spadła o 0,1% mdm, choć rynkowy konsensus mówił o wzroście rzędu 0,6%. Lecz po pierwsze w górę zrewidowano dane za poprzedni miesiąc, a po drugie za spadek tego wskaźnika odpowiadała cieplejsza pogoda, która ograniczyła pobór energii elektrycznej i gazu ziemnego potrzebnego do ogrzewania domów. Produkcja w sektorze przetwórczym wzrosła o 0,4%.

Dobrze przyjęto także raport kwartalny firmy kurierskiej Federal Express. Walory spółki zdrożały o 3% mimo rozczarowania zyskiem netto oraz obniżką całorocznej prognozy. FedEx ostrzegł, że z powodu rosnących kosztów paliwa w tym roku spodziewa się niższych zysków. Niemniej prognoza zarządu i tak przekroczyła oczekiwania większości analityków. Inwestorzy docenili także 11-procentowy wzrost przychodów. Większy popyt na usługi transportowe dobrze świadczy o koniunkturze w globalnej gospodarce.

Amerykańskich inwestorów nie przestraszyła nawet drożejąca ropa, której ceny poszły dziś w górę o 3,4% i powróciły na trzycyfrowe pułapy. To skutek napiętej sytuacji w Bahrajnie, która przypomina o ryzyku rozprzestrzenienia się arabskiej rewolucji także do Arabii Saudyjskiej.

Obawy te nie zastopowały przepływów kapitałowych. W czwartek pieniądze odpływały z bezpiecznych przystani i kierowały się w stronę akcji i surowców. Jednoprocentowym zwyżkom na nowojorskich giełdach towarzyszyły silne wzrosty cen surowców: miedź zyskała 4%, nadając ton całemu sektorowi metali przemysłowych. Wyprzedawano za to amerykańskie obligacje skarbowe: rentowność papierów 10-letnich w ramach korekty ostatnich spadków wzrosła o osiem punktów bazowych.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl

Źródło: Bankier.pl