Dane makro z założenie nie mogły wpłynąć na zachowanie rynków. Pierwszy ich zestaw nie różnił się zresztą od prognoz (co rzadko się zdarza). Zamówienia na dobra trwałego użytku w maju nie wzrosły, a zamówienia bez samochodów spadły o 0,9 procent. Jedyną niespodzianką było to, że dane z poprzedniego miesiąca zweryfikowano dosyć wyraźnie w dół. Drugi zestaw też nie zwalił nikogo z nóg. Sprzedaż nowych domów spadła o 2,5 procent (oczekiwano spadku o 3 procent. Spadła też mediana cenowa (o 5,7 procent w stosunku do maja zeszłego roku). Teoretycznie pozytywem było to, że zmalała ilość domów wystawionych do sprzedaży, ale ponieważ dynamika sprzedaży spadła to ilość miesięcy potrzebnych do sprzedaży całości ofert wzrosła z 10,7 do 10,9. Poza tym Mortgage Bankers Association (stowarzyszenie banków hipotecznych) poinformowało, że ilość wniosków o kredyty hipoteczne spadła do poziomu 6,5 letniego minimum.
W żadnym wypadku nie były to dane zachęcające do kupna dolarów i akcji. Ceny akcji jednak rosły, a kurs EUR/USD w oczekiwaniu na decyzję FOMC stabilizował się w pobliżu wtorkowego zamknięcia. Surowce reagowały tak jakby dolar się wzmocnił – ceny miedzi, złota i ropy spadały. Uważam jednak, że po prostu ceny miedzi i złota pociągnięte zostały w dół przez taniejącą ropę, której cena spadała o trzy procent (po decyzji Fed skala spadku została znacznie zredukowana).. Pretekstem do tej przeceny były lepsze od oczekiwań dane o zapasach w USA. Wzrosły po raz pierwszy od 6 tygodni. Nie radzę się jednak tym przejmować. Po prostu cena ropy od początku czerwca tkwi w trendzie bocznym 131 – 138 USD i czeka na jakiś impuls. W środę były nim tylko dane o zapasach. W czwartek nikt już o nich nie będzie pamiętał.
Czekano z olbrzymim optymizmem na decyzja Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Oczywiście była zgodna z oczekiwaniem olbrzymiej większości analityków – stóp nie zmieniono (nadal 2 procent). Również komunikat po posiedzeniu nie zawierał niespodzianek. Fed zwracał uwagę na trwające osłabienie gospodarki, ale nadal, zgodnie z nową linią Bena Bernanke, szefa Fed, większy nacisk kładł na rosnącą inflację. Oczywiste było, że komunikat zostawi duże pole dla domysłów graczy. W końcu półrocza powinna była przeważyć opcja optymistów, czyli tych, którzy stwierdzą (słusznie według mnie), że Fed jeszcze długo stóp nie podniesie (nawet być może nie w tym roku). To niewiele pomoże gospodarce (kredyty nadal są bardzo drogie), ale przynajmniej nie zaszkodzi.
Indeksy giełdowe ruszyły ostro na północ od początku sesji, a spadek ceny baryłki ropy o trzy procent skale zwyżki wzmocnił. Koniec półrocza, wyprzedanie techniczne rynku i czekanie na pomoc Fed w sytuacji, kiedy na rynek nie dotarły żadne dramatyczne informacje musiały wyzwolić popyt. Komunikat FOMC zwiększył skalę zwyżki, ale godzinę przed jej końcem zaczęła się realizacja zysków, która znacznie wzrosty zredukowała (w przypadku DJIA do zera). Kończące półrocze „window dressing” należy uznać za rozpoczęte, ale rozpoczęte w niedobrym stylu. Pamiętać też trzeba, że w fundamentach nic się nie zmieniło, a prawdziwa reakcja na wynik posiedzenia FOMC często pojawia się dzień po posiedzeniu.
GPW, idąc za innymi giełdami europejskimi, rozpoczęła środową sesję od wzrostu indeksów. Jednak bardzo szybko zaczęły się one osuwać. W okolicach południa zapanował marazm, ale potem ceny akcji zaczęły znowu spadać i indeksy zabarwiły się na czerwono. Rynek na tle innych giełd, gdzie indeksy rosły, wyglądał beznadziejnie. Ostatnia godzina wyzwoliła nieśmiały popyt, dzięki któremu indeksy delikatnie wzrosły. W niczym nie zmienia to fatalnego obrazu rynku.
Dzisiaj możemy napocząć sesję wzrostem (tak jak wszystkie w tym tygodniu), chociaż dużo zależy od tego, co będzie się działo na innych giełdach, a nie oczekuję tam entuzjazmu. Poza tym wszyscy już wiemy, że początek sesji nie ma najmniejszego znaczenia. Nasz rynek na małym obrocie (w środę był bardzo mały) może zrobić to, co się graczom na rynku kontraktów zamarzy i w niczym nie zmieni to obrazu technicznego. Jedno jest pewne: obóz byków jest dramatycznie słaby.