Xelion: Nastroje zmieniły się na niedźwiedzie

Już czwartkowe zachowanie rynków było sygnałem ostrzegawczym. Mimo tego, że dane makro były nieco lepsze od prognoz (tygodniowy wzrost ilości noworejestrowanych bezrobotnych był niższy od oczekiwań) i cena ropy gwałtownie spadała (korekta po euforii to rzecz normalna) to indeksy nie bardzo chciały rosnąć. Owszem, kurs EUR/USD spadł, co obniżyło ceny surowców, a indeksy drgnęły w drodze na północ, ale po dużych spadkach taki wzrost mógł jedynie wystraszyć posiadaczy akcji. Było to klasyczne „odbicie zdechłego kota”, czyli „ząbek” w trendzie spadkowym.

Potwierdziło to piątkowe zachowanie rynków. Owszem, publikowane wtedy dane makro nie były dobre, ale zachowanie graczy należy określić mianem „paniczne”. Okazało się, że kwietniu sprzedano na rynku wtórnym o jeden procent mniej domów niż w marcu, ale były to dane lepsze od oczekiwań. I cóż się stało? Otóż komentatorzy (po to, żeby uzasadnić zachowanie rynków) zwrócili nagle uwagę na tę część raportu, którą najczęściej pomija się milczeniem. Zaczęto na przykład mówić, że ceny w stosunku rocznym znowu spadły (mediana o 8 procent). To prawda, ale miesiąc do miesiąca wzrosły (o 1,1 proc.).

Największe tytuły komentarze poświęciły jednak temu, na co naprawdę zwracają uwagę tylko specjaliści. Chodzi o ilość niesprzedanych domów, o której bardzo często piszę. Rzeczywiście wzrosła ona do poziomu 23. letniego maksimum. Przy obecnym tempie sprzedaży potrzeba będzie 11,2 miesięcy, żeby je sprzedać – to najwięcej w historii tego raportu (rozpoczęła się ona w 1999 roku). Nie wierzę jednak w to, żeby z tego powodu doszło do wyprzedaży.

Owszem, kurs EUR/USD wzrósł rzeczywiście przede wszystkim dlatego, że dane były słabe, a gracze nie bardzo wiedzieli, co mają zrobić przed długim weekendem (w poniedziałek jest święto). To poprowadziło na północ ceny złota, miedzi i ropy. Jednak baryłka ropy zdrożała do 131,8 USD, czyli daleko jej było do maksimum ze środy. Kiedyś takie ruchy gracze na rynku akcji lekceważyli. Tym razem doszło do wyprzedaży. Warto jednak odnotować, że: po pierwsze wolumen był bardzo mały, a po drugie NASDAQ zachowywał się w ciągu tych 2 dni całkiem przyzwoicie utrzymując się w kanale trendu wzrostowego. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy: rynek jest w niedźwiedzim nastroju i jedynie spore spadki ceny ropy mogą go odmienić.

Dzisiaj w USA i w Wielkiej Brytanii jest święto, więc pozbawieni lidera Europejczycy zapewne będą starali się po prostu sesję przeczekać. Nie wiadomo, czy to się uda, bo dużo zależy od ceny ropy, a ta w nocy atakowała poziom 133 USD. W czasie weekendu nastroje dodatkowo popsuł Warren Buffet, który w wywiadzie dla „Spiegla” powiedział, że USA znajdują się w recesji, która będzie długa i ciężka. Poza tym zaatakował rynek instrumentów pochodnych twierdząc, że niszczy on tysiące miejsc pracy i całych firm.

Na GPW w piątek na małym obrocie nadal spadały. Właściwie należałoby powiedzieć, że na początku sesji szybko spadły, a potem delikatnie pełzły na północ w końcu zamierając i kreśląc linię poziomą. Spadek jednak nastąpił, a rysowany od początku roku trójkąt ma się bardzo dobrze. Potarzam to, co napisałem w komentarzu tygodniowym: na GPW przeczekaliśmy okres wzrostów na zagranicznych giełdach w trendzie bocznym, a teraz idziemy za nimi na południe. To bardzo źle wróży posiadaczom akcji. Obowiązują teraz sygnały sprzedaży, a WIG20 znowu ruszył ku dolnemu ograniczeniu trójkąta, który kreśli od początku roku. Jedyna nadzieja, że zatrzyma go poziom 2.838 pkt. Wtedy możemy przejść do trendu bocznego 2.838 – 3.070 pkt. Taki układ może powstać jednak wyłącznie wtedy, jeśli cena ropy zacznie spadać.