IKZE kontra IKE – co lepsze?

Rząd namawia do oszczędzania na dodatkową emeryturę i proponuje IKZE, indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Czym różnią się one od znanych już od kilku lat IKE i czy mogą być od nich atrakcyjniejszą formą oszczędzania?

Wraz z przygotowywaną właśnie przez rząd reformą systemu emerytalnego, wprowadzony zostanie nowy twór w ramach tzw. trzeciego, dobrowolnego – w odróżnieniu od obowiązkowych pierwszego (ZUS) i drugiego (OFE) – filaru. Mają to być IKZE, czyli indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Podobieństwo nazwy z istniejącymi od ponad pięciu lat indywidualnymi kontami emerytalnymi (IKE) nie jest przypadkowa. Ponieważ reforma przygotowywana jest w ekspresowym tempie, nie będzie odrębnej ustawy, bo to zajęłoby zbyt wiele czasu. IKZE zostaną powołane w drodze nowelizacji ustawy o IKE.

Dostaniemy więc kolejny produkt, który ma nas zachęcić do odkładania we własnym zakresie, aby po przejściu na emeryturę – mówiąc wprost – nie przymierać głodem. W oparciu o projekt, jaki przed tygodniem zaprezentował minister Michał Boni, można się pokusić o próbę porównania IKZE i IKE.

Tak samo jak IKE, IKZE będzie można założyć już od 16 roku życia, podpisując umowę z jedną z wybranych instytucji, pod warunkiem, że będzie to towarzystwo funduszy inwestycyjnych, towarzystwo ubezpieczeniowe, bank, dom maklerski lub – to nowość – otwarty fundusz emerytalny, ale tylko ten, którego jest się klientem w ramach drugiego filaru. Warto tu zauważyć, że prowizja od wpłacanych składek w przypadku IKZE prowadzonego przez OFE, ustawowo miałaby być ograniczona do 3,5 proc., czyli tak jak jest to obecnie przy składkach na drugi filar. Niestety dla klientów, wynagrodzenie za zarządzanie nie będzie już podlegało takim restrykcjom (obecnie roczne wynagrodzenie PTE za zarządzane OFE nie może przekroczyć 0,54 proc. rocznie) i będzie kształtowane przez mechanizmy rynkowe.

Poważne różnice zaczynają się w kwestiach podatkowych oraz limitów wpłat. W przypadku IKE limit ten ustalany jest każdego roku w drodze rozporządzenia ministra pracy i polityki społecznej i nie może przekroczyć trzykrotności przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok. W 2011 roku jest to ponad 10 tys. zł. Dla IKZE ma to określony procent podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne za rok poprzedni, czyli w przypadku osób pracujących na podstawie umowy o pracę, wynagrodzenie brutto z ubiegłego roku. Docelowo, od roku 2017, na IKZE będzie można wpłacać do 4 proc. podstawy wymiaru, wcześniej, w latach 2012-2013 limit wyniesie 2 proc., a w latach 2014-2015 – 3 proc. Projekt przewiduje, że wpłaty na IKZE nie będą mogły przekroczyć 4 proc. kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe (30-krotność przeciętnego wynagrodzenia), która jest ustalana co roku, a w 2011 roku wynosi 100 770 zł. Zatem przy 4-proc. limicie maksymalna wpłata na IKZE nie mogłaby przekroczyć 4030,80 zł.

Zaletą IKE jest zwolnienie z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych, czyli tzw. podatku Belki. Taką możliwość uzyskuje się w chwili ukończenia 60 roku życia, pod warunkiem, że wcześniej, w minimum pięciu latach kalendarzowych, dokonywane były jakiekolwiek wpłaty. Na ulgę podatkową trzeba więc trochę poczekać. Przy IKZE ma być inaczej, bo wpłaty dokonane w danym roku kalendarzowym będzie można przy okazji rocznego rozliczenia podatkowego odliczyć od podstawy opodatkowania. Ale – co trzeba wyraźnie podkreślić – w przypadku dokonywania wypłaty nie ma mowy o zwolnieniu z podatku od zysków (chyba że będzie to wypłata transferowa, czyli przekazanie środków w ramach IKZE z jednej instytucji do drugiej).

Uprawnienie do wypłaty środków zgromadzonych w ramach IKZE w przypadku kobiet następować będzie po osiągnięciu 60. roku życia, a w przypadku mężczyzn po ukończeniu 65 lat. Tu również, tak jak w IKE, warunkiem jest dokonywanie wpłat w co najmniej pięciu latach kalendarzowych. W jednym i drugim przypadku można dokonać wypłaty całości bądź części pieniędzy przed osiągnięciem wymaganego wieku, ale trzeba zapłacić od tego podatek. W przypadku IKZE dolicza się te pieniądze do dochodu przy rocznym rozliczeniu PIT, a przy IKE podatek od zysku płacony jest natychmiast, proporcjonalnie do wypłacanej kwoty.

Znając te założenia, pokusiliśmy się o obliczenie, która z form – IKE czy IKZE – może być w ostatecznym rozrachunku bardziej opłacalna. Przy tych samych założeniach odnośnie do przeciętnego wzrostu wynagrodzenia (2 proc. rocznie), inflacji (3 proc.), skali podatkowej i średniej rocznej stopy zwrotu (4 proc.), policzyliśmy, że przy wyjściowej pensji 3500 zł brutto po 40 latach zgromadzilibyśmy blisko 230 tys. zł (103,5 tys. to wpłacony kapitał, a 126,5 tys. zł to zysk). Gdyby te pieniądze odkładać w ramach IKE, wystarczyłyby, żeby przez 20 lat co miesiąc otrzymywać rentę wysokości ok. 960 zł. W przypadku IKZE, gdzie od każdej raty pobierana będzie zaliczka na podatek dochodowy, licząc według obowiązującego aktualnie, pierwszego, 18-proc. progu podatkowego, miesięczna rata wyniosłaby ok. 785 zł, czyli o blisko jedną piątą mniej.
Oczywiście, nie można zapominać, że dzięki IKZE każdego roku będziemy mieć pewną ulgę podatkową. W omawianym przykładzie, w całym okresie 40 lat zyskalibyśmy na tym ok. 18,5 tys. zł, czyli przeciętnie ok. 460 zł rocznie, 38,50 zł miesięcznie. W przypadku IKE ulga sięgnęłaby 24 tys. zł, bo tyle właśnie wyniósłby podatek od wypracowanego zysku, gdyby trzeba było go zapłacić.

Na IKZE będą mogły oszczędzać także osoby prowadzące działalność gospodarczą. Dla nich niekorzystnie jest jednak to, że limit wpłat jest ustalany w oparciu o podstawę wymiaru składki. Choć nie znamy statystyk, które mówiłyby, jak duża część z nich płaci składki na ZUS od najniższej możliwej kwoty (w 2011 roku to 2015,40 zł), to naszym zdaniem zdecydowanie należy przyjąć, że jest to większość. Jeśli więc dokonać wyliczeń dla tej właśnie kwoty, to korzyść podatkowa dla takiego przedsiębiorcy w skali roku wyniosłaby ok. 170 zł, a wykorzystując regularnie co roku maksymalny dopuszczalny limit wpłat, uzbieraliby na dodatkową miesięczną emeryturę w wysokości ok. 450 zł w przypadku IKZE i ok. 550 zł w przypadku IKE.

IKE wypada też o wiele korzystniej jeśli chodzi o kwestie związane z dziedziczeniem. Osoby uposażone nie płacą bowiem żadnego podatku od uzyskanego w ten sposób dochodu. W przypadku IKZE spadkobiercy zapłacą podatek na zasadach ogólnych, dopisując tę kwotę do swojego dochodu. Będą mogli go odroczyć, ale tylko pod warunkiem, że przeniosą środki bezpośrednio na własne IKZE, czyli że pozostawią te pieniądze w trzecim filarze.

Prace nad IKZE wciąż trwają, a przedstawione powyżej informacji dotyczące IKZE pochodzą z rządowego projektu reformy systemu emerytalnego. Nic nie jest więc jeszcze przesądzone. Na obecnym etapie wydaje się jednak, że zarówno suma potencjalnych korzyści podatkowych, jak i atrakcyjniejsze przepisy spadkowe, przemawiają na korzyść IKE. Z drugiej strony, możliwość odpisania od dochodu tych kilku procent w skali roku może przełożyć się na obniżenie podatku nawet o jedną dziesiątą (przy zarobkach brutto rzędu 3500 zł suma pobranych w ciągu roku zaliczek na podatek dochodowy wynosi ok. 3000 zł).

Jednak korzyść, jaką daje możliwość dokonania odpisu podatkowego przy oszczędzaniu w ramach IKZE, na łączną kwotę 18,5 tys. zł, w zestawieniu z koniecznością zapłacenia w przyszłości od wypłacanych środków podatku dochodowego, który nawet wg najniższej obecnie, 18-proc. stawki PIT, wyniósłby w sumie przeszło 41 tys. zł, w porównaniu z IKE jest – delikatnie mówiąc – żadna. Pocieszeniem jest fakt, że wprowadzenie IKZE nie oznacza likwidacji z IKE. Programy będą bowiem funkcjonowały obok siebie.

Bernard Waszczyk, Open Finance

Źródło: Open Finance