WGI – Brak zgody między PiS a PO zagrożeniem dla rynku

Reakcja rynków na zachowanie zwycięskich partii powinna być bardzo mocna – tak zazwyczaj reagują zaskoczeni wydarzeniem gracze. Była natomiast umiarkowana. Nie można bowiem osłabienia złotego i obligacji o 3 proc. i spadku WIG20 uznać za objaw przerażenia. Gdyby takie przerażenie rzeczywiście wystąpiło to te dziesiątki miliardów dolarów i euro uciekając z Polski doprowadziłoby do istnej masakry na rynkach. Prawdą jest jednak to, że fundusze zagraniczne nie podejmują szybkich decyzji. Czasem oszacowanie sytuacji zajmuje im kilka dni i dlatego prawdziwą reakcję poznamy dopiero w przyszłym tygodniu.

W oczekiwaniu na program rządu

Mimo powracającej nerwowości nie musi dojść do przeceny naszej waluty. W przypadku powołania rządu mniejszościowego ze znanymi i uznanymi nazwiskami oraz z programem, który mogłaby zaakceptować zagranica nastąpi uspokojenie. Tym bardziej dotyczy to rynku akcji. W końcu od tego, kto będzie marszałkiem Sejmu czy nawet premierem nie zależy ani złotówka zysku większości spółek. Gospodarka się coraz bardziej italianizuje uniezależniając się od tego, co dzieje się w polityce. Dla całej gospodarki istotne jest na przykład to, jaki będzie deficyt budżetowy, a tutaj kotwica budżetowa PiS daje ograniczenie do 30 mld USD, czyli do wartości mniejszej niż założył to minister Mirosław Gronicki. Oczywiste jest, że rozwój sytuacji zależy od programu rządu i możliwości jego przeprowadzenia, a rząd mniejszościowy będzie miał bardzo ograniczone pole manewru. Nie będzie jednak dramatu, bo PiS jest też partią prorynkową, tyle, że bardziej prosocjalną niż PO. Dramatem mogłoby być utworzenie rządu chrześcijańsko-ludowego z PiS, LPR i Samoobroną oraz PSL. Mogłoby, bo taki rząd miałby fatalne recenzje, a to, bez względu na to, co by robił, rzeczywiście wystraszyłoby inwestorów zagranicznych.

Czy Platforma wie co robi?

Mamy więc sytuację, w której powstanie rząd mniejszościowy lub chrześcijańsko-ludowy z programem gospodarczym, który zostanie poddany dokładnemu badaniu przez zagraniczne fundusze. Jeśli wywoła tylko lekkie skrzywienie ust lub, w skrajnie optymistycznym wariancie, zostanie przyjęty z zadowoleniem, to inwestorzy zostaną w Polsce, a sytuacja na rynkach się uspokoi. Za duże pieniądze są zainwestowane w nasze obligacje i akcje, żeby z powodu polityki uciekać z dużego kraju, który jest członkiem Unii Europejskiej. Gdyby taki program nie znalazł uznania, to złoty i obligacje oraz indeksy giełdowe będą bardzo szybko traciły. Tak szybko, że media po prostu zmiażdżą swoją krytyką zarówno PO jak i PiS. Będą tracili wszyscy ci Polacy, którzy wzięli kredyty w walutach, stopy procentowe wzrosną, a w gospodarce wyhamuje nawet obecne skromne ożywienie. Najwyraźniej Platforma licząca w tej chwili na nowe wybory w ciągu 12 miesięcy zrozumie, że rzeczywiście może do nich doprowadzić, ale się już w nowym Sejmie nie znajdzie. Podobne wnioski wyciągnie PiS. W takiej sytuacji ogłosi się, że „dla ratowania Ojczyzny” koalicja musi jednak powstać i wszystko wróci do normy.

Czy będą powroty?

Rynki finansowe mają dużą moc perswazyjną i są doskonałymi nauczycielami. Teraz wszystko zależy od pojętności uczniów, czyli polityków. Mają do wyboru szybkie uspokojenie rynku walutowego (powrót EUR/PLN w okolice 3,90) i rynku akcji (powróciłaby wtedy korelacja z rynkami światowymi, co wcale nie musi oznaczać wzrostu indeksów), albo trudną drogę do wiedzy, która może zająć nawet kilka miesięcy i dużo kosztować całe społeczeństwo. Można jednak z dużą pewnością powiedzieć, że, po pierwsze, dopóki inwestorzy zagraniczni nie zostaną uspokojeni, to na rynkach będzie bardzo niespokojnie. Po drugie zaś, że w najgorszym przypadku w ciągu najbliższych 2 – 3 miesięcy takie uspokojenie nastąpi i wszystko wróci do normy. Rada dla Polaków jest prosta – zachować spokój.

Komentarz przygotował

Piotr Kuczyński

Główny Analityk

WGI Dom Maklerski