Xelion: Amerykańskie byki są niezwyciężone

Piątek pokazał, że trudno będzie zmienić „bycze” nastroje w USA. Nic dziwnego skoro wszyscy komentatorzy zachwycali się danymi makro, które wcale nie były zachwycające. Ale graczom to, co mówili/pisali komentatorzy bardzo odpowiadało. Popatrzmy, co tak naprawdę znalazło się w tych danych.

Raport o inflacji PPI był niejednoznaczny. Główna jej miara wzrosła aż o 1,1 proc., ale inflacja bazowa (bez żywności i energii) tylko o 0,1 proc. I tym małym wzrostem inflacji bazowej zachwycali się komentatorzy. Odnotować jednak trzeba, że inflacja bazowa wzrosła tak nieznacznie dlatego, że o 1,8 proc. spadły ceny samochodów osobowych. Gdyby nie ten spadek to byłaby dużo większa, a ceny samochodów co miesiąc spadać nie będą. Równie niejednoznaczne były dane o sprzedaży detalicznej w USA. Co prawda wzrosła o 0,6 proc., co zdecydowanie nie potwierdzały czwartkowe raporty spółek, a czym zachwycali się analitycy, ale sprzedaż bez samochodów wzrosła tylko o 0,4 proc., a bez samochodów i paliw tylko o 0,2 proc. Jak widać tak naprawdę to samochody i paliwo odpowiadały za wzrost sprzedaży. Trudno to uznać za oznakę dobrego samopoczucia konsumenta, któremu humor się pogarsza. Indeks nastroju Uniwersytetu Michigan spadł mocniej niż oczekiwano (z 84 do 82 pkt.) – najniżej od sierpnia 2006. Niczego nie wniosły dane o zapasach w firmach (wzrosły tylko o 0,1 proc.).

Jak widać raporty makroekonomiczne wcale nie były tak dobre, jak się o tym pisze, ale media przedstawiały jedynie różowy obraz sytuacji. Nic dziwnego, że rynek praktycznie na te dane z początku nie zareagował. A właściwie zareagował, ale tak jakby doszedł do wniosku, ze sprzedaż była jednak słaba (to prawda), a inflacja niska (to akurat nie jest prawda). Dolar po początkowym wzmocnieniu zaczął szybko tracić. Potem, właśnie pod wpływem tych komentarzy, kurs EUR/USD zaczął się osuwać. Zareagowały na to wzmocnienie dolara ceny miedzi i złota – lekko spadły. Ropa jednak nie poddawała się. Zbliżający się sezon zimowy był wystarczającym pretekstem do kolejnego podniesienia ceny.

Rynek akcji nie dzielił włosa na czworo. „Dobre” dane makro były podłożem, na który nałożyły się informacje ze spółek. Mc Donald podniósł prognozę zysków. Cena akcji BEA Systems rosła więcej niż o 30 procent po informacji o ofercie przejęcia przez Oracle. Ta informacja bardzo pomagała indeksowi NASDAQ. Poza tym Morgan Stanley podniósł prognozę dla Apple, a UBS dla Coca – Coli. Minusem był spadek ceny akcji Citigroup po obniżeniu rekomendacji przez Deutsche Bank. Traciły też akcje General Electric, który opublikował raport kwartalny zgodny z prognozami. Jeszcze kilka lat temu ta firma uważana była za amerykańską gospodarkę w pigułce, ale teraz godnie ją zastępuje 3M, która ma bardziej zróżnicowaną działalność. Jak widać tych zachwycających informacji też nie było dużo, ale nastroje są najważniejsze. Indeksy wzrosły, a czwartkowa korekta została już prawie zapomniana.

Rozpoczyna się tydzień, w którym naprawdę ruszy sezon wyników kwartalnych amerykańskich spółek. Dzisiaj publikuje je przed sesją Citigroup, ale to zagrożeniem dla byków nie jest, bo wszyscy wiedzą, że straty tego banku były bardzo duże. Nie wiemy jednak, jakie są prognozy i to jest jedyny znak zapytania. Oprócz wyników spółek w centrum uwagi będzie wystąpienie Bena Bernanke, szefa Fed. Nigdy nie wiadomo, co z jego słów zostanie użyte jako impuls dla ukierunkowania indeksów giełdowych oraz kursów walut. Jednak będzie to miało wpływ na wtorkową sesję, bo jego wystąpienie będzie miało miejsce po zakończeniu sesji i handlu posesyjnego w USA. Opublikowany też zostanie indeks NY Empire State. Zobaczymy, jak rozwijała się w październiku gospodarka w regionie Nowego Jorku, ale wcale nie jest pewne, czy ten raport będzie miał większe znaczenie. Jeśli będzie słaby to gracze powiedzą, że Fed obniży stopy i niedługo będzie lepiej, a jeśli będzie dobry to będą się cieszyli, że nie widać recesji.

Rynek małych i średnich spółek coraz silniejszy

W piątek złoty od rana tracił reagując na spadek kursu EUR/USD. Poza tym po dużym wzmocnieniu, przed weekendem, rynkowi należała się już realizacja zysków. Po publikacji danych w USA, kiedy kurs EUR/USD ruszył na północ nasza waluta zaczęła się wzmacniać i nie oddała tego pola do końca dnia, mimo że dolar w stosunku do euro się jednak umocnił. Była to wręcz demonstracyjna oznaka siły naszej waluty. Warto też podkreślić, że największe wzmocnienie miało miejsce znowu po 16.00 na bardzo płytkim rynku. Widać, że są siły, które wykorzystują każdą okazję do obniżenie kursów walut.

Dzisiaj dowiemy się, jaka w Polsce we wrześniu była inflacja, przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie. Najważniejsza jest inflacja i wynagrodzenie. Ostatnio inflacja sprawiała nam miłe niespodzianki – tym razem będzie gorzej, ale pytanie, czy wzrost wyniesie na przykład 1,6 proc. czy 2 procent. Im wyższa inflacja tym lepiej dla złotego, bo RPP będzie bardziej skłonna do podniesienia stóp. Dla GPW wzrost stóp nie wróży nic dobrego, ale na razie rynek przejmować się tym nie będzie. Kolejny, duży wzrost wynagrodzeń też kazałby zakładać, że Rada szybko podniesie stopy. Szybko, ale raczej nie tuż po wyborach.

W piątek GPW rozpoczęła sesję od spadku naśladując zachowanie giełd europejskich. Reakcja na korektę w USA nie była jednak silna. Indeksy spadały około 1 proc. Z czasem dużo lepiej zaczął się zachowywać MWIG40 potwierdzając, że mniejsze spółki wracają do łask funduszy. Po publikacji danych w USA WIG20 ruszył na północ, ale chłodne przyjęcie amerykańskich raportów przez resztę Europy cofnęło indeks do poziomu sprzed tych publikacji. Byki były uparte i próbowały prowadzić indeksy na północ, ale to się nie udało. Trzeba jednak podkreślić, że po pierwsze znacznie zmniejszył się obrót, co jest typowe dla korekty na rynku byka, a po drugie wzrósł MWIG40.

Dzisiaj początek sesji powinien być pozytywny. Wydaje się, że kluczowe będzie dla naszego rynku to, jak zareagują na wyniki kwartalne Citigroup rynki globalne oraz reakcja na publikację indeksu NY Empire State. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że indeksy na GPW wzrosną. Nawet jednak mały spadek nie doprowadzi do wygenerowania sygnałów sprzedaży.