Na skrzynkę wpadła mi informacja prasowa, jakich dziś dostaję niewiele: o kartach płatniczych jako produkcie samym w sobie. Niemiecki producent G+D rozszerza linię kart ceramicznych o nowe kolory. Brzmi błaho, ale wytrąciło mnie to z rutyny, bo o fizycznych kartach prawie nikt już nie pisze.
Giesecke+Devrient, jeden z największych producentów kart płatniczych na świecie, ogłosił, że rozszerza swoją linię Convego Ceramic poza czerń. Dotąd karty ceramiczne były niemal wyłącznie czarne, a teraz dochodzą wersje białe, niebieskie i czerwone. Producent tłumaczy to walką banków o zamożnego klienta i chęcią odróżnienia się od fintechów fizyczną kartą, którą klient „widzi, trzyma i z którą się utożsamia”.

Sama technologia jest zresztą ciekawa. Koloru w wypalanej ceramice nie da się po prostu nadrukować, bo powstaje on chemicznie w samym materiale. Podczas wypalania w wysokiej temperaturze wiele pigmentów blaknie albo zmienia odcień, dlatego przez lata dominowała czerń oparta na tlenkach. Stabilne kolory wymagają domieszek, m.in. cyrkonu, który przy okazji utwardza powierzchnię. Stąd cała ta zabawa z „nowymi kolorami” to więcej inżynierii, niż się wydaje.
I tu włącza mi się refleksja. Bo kiedyś to właśnie takie rzeczy były w bankowości tematem. Dwanaście lat temu odwiedziłem fabrykę kart płatniczych i opisywałem, jak powstają te kawałki plastiku, ile jest wokół nich zabezpieczeń i technologii. Banki prześcigały się wtedy w bajerach: karty z nietypowych materiałów, wersje kolekcjonerskie, hologramy, wypukłe tłoczenia. Karta była gadżetem, którym można się było pochwalić.
Dziś w Polsce tego praktycznie nie ma. Tradycyjne banki właściwie odpuściły fizyczne ciekawostki i przeniosły całą energię do aplikacji: tokenizacja, płatności telefonem i zegarkiem, karty wirtualne zmieniające numer po każdej transakcji. Fizyczna karta stała się rzeczą, którą wyrabia się „przy okazji”, a coraz częściej w ogóle nie wyjmuje z portfela.
Segment premium, o który walczy G+D, u nas obsługują raczej fintechy niż banki. Revolut wydaje karty metalowe w kilku odcieniach stali, a w najwyższym planie Ultra kartę pokrytą platyną. Karty ceramicznej wydawanej przez polski bank nie kojarzę. Jeśli komuś zależy na „luksusowym” kawałku tworzywa czy metalu w portfelu, prędzej sięgnie po ofertę fintechu niż po produkt tradycyjnego banku.
Nie twierdzę, że to źle. Przeniesienie płatności do telefonu jest wygodne i nieodwracalne. Ale komunikat od G+D przypomniał mi, że karta bywała kiedyś czymś więcej niż nośnikiem danych, o którym pamiętamy tylko wtedy, gdy padnie NFC w telefonie.
