Przez dwanaście lat Walmart robił wszystko, żeby Amerykanin nie przyłożył telefonu do terminala. Od 24 sierpnia będzie mógł w końcu przyłożyć. Sieć skapitulowała – odpuszcza wojnę z Apple Pay, którą sama zaczęła.
Co ciekawe, piątkowy wpis na korporacyjnej stronie Walmartu ma dwa akapity o wygodzie zakupów i ani jednej nazwy portfela cyfrowego. Firma pisze o kwalifikujących się kartach zbliżeniowych oraz telefonach i zegarkach. Dopiero rzecznik przyznał w rozmowie z Axios, że chodzi o pełen zakres NFC, z Apple Pay i Google Pay włącznie.
Płatności ruszą 24 sierpnia, w wybranych sklepach i klubach Sam’s Club. Do końca 2026 roku mają być wszędzie w USA.
Skala oporu robi wrażenie do dziś. Walmart był największym amerykańskim detalistą blokującym zbliżeniówki. Sieć współtworzyła CurrentC, konsorcjalną alternatywę dla Apple Pay opartą na kodach QR, zamkniętą w 2016 roku. Po jej upadku Walmart nie wywiesił białej flagi, tylko przez kolejną dekadę zmuszał klientów do skanowania kodu w firmowej aplikacji Walmart Pay. W Sam’s Club funkcjonuje Scan & Go, pozwalające ominąć kasę. Oba rozwiązania zostają w ofercie.
Blokada przed zbliżeniówkami nie była związana z technologicznymi problemami. Chodziło o coś innego. Portfele Apple’a i Google’a tokenizują numer karty, więc sprzedawca dostaje transakcję bez konkretnego klienta. Aplikacja własna działa odwrotnie: karta jest podpięta do konta, a każdy paragon zasila profil zakupowy. Dziś Apple Pay przyjmuje już 85 proc. amerykańskich detalistów. W mediach można było w przeszłości nie raz przeczytać, że klienci Walmartu zostawiali pełne wózki i wychodzili, nie mogąc zapłacić zbliżeniowo.
Brzmi znajomo, prawda? W Polsce Biedronka do jesieni 2013 roku przyjmowała wyłącznie gotówkę, a 21 października uruchomiła iKASĘ, system zbudowany z ICP Polska, w którym klient dyktował kasjerowi sześciocyfrowy kod z aplikacji. Tomasz Suchański, ówczesny dyrektor generalny sieci, mówił, że płatność telefonem „pozwala uniknąć kosztu opłaty interchange”. Terminale kartowe weszły dopiero 11 czerwca 2014 roku, na początek w trzech warszawskich sklepach, a obsługę wziął Bank Pekao. Jeronimo Martins Polska deklarowała, że karty wejdą, gdy spadną opłaty transakcyjne, wtedy jedne z najwyższych w Europie. iKASA zniknęła kilka lat później.
Wniosek z obu historii jest ten sam. Handlowiec przegrywa taką wojnę nie tyle z Apple’em ani z bankiem, tylko z człowiekiem, który przy kasie ma wyjąć kartę i nie ma zamiaru instalować niczego dodatkowego.
