Głębokość naszego krajowego systemu finansowego szybko rośnie. Wielkość jednostek pływających po akwenach rośnie. Wiatry są sprzyjające i dostatecznie silne, aby każdy dotarł do satysfakcjonującej go przystani. Jedynie doświadczeni żeglarze i statystyki przypominają, że może się pojawić coś, co nazywa się białym szkwałem lub ryzykiem systemu finansowego.
Analitycy finansowi prześcigają się w przytaczaniu wyjaśnień, dlaczego u nas nie powtórzy się amerykański kryzys kredytów hipotecznych. Po pierwsze, satysfakcjonujące zyski można uzyskać przy pomocy tradycyjnych instrumentów finansowych. Nie ma potrzeby sięgania po innowacje finansowe niezrozumiałe dla większości uczestników rynków finansowych. Po drugie, kapitalizm ludowy nie doprowadził do powszechności własności mieszkań i domków. Własne lokum jest nadal marzeniem dla przeciętnej polskiej rodziny.
Niepokojące sygnały
Analitycy finansowi mają rację, że nasze fundamenty makroekonomiczne i poziom zadłużenia gospodarstw domowych istotnie redukuje zagrożenie powtórzenia kryzysu subprime w Polsce. Mylą się sądząc, że jego skutki nie są u nas obserwowane. Sygnałów wczesnego ostrzegania jest wiele. Można je uporządkować zgodnie z zasadami Value At Risk na osi prawdopodobieństwa i skali zaburzeń.
Najbardziej alarmującym wskaźnikiem wczesnego ostrzeżenia jest spadek o kilka punktów procentowych wskaźnika adekwatności kapitałowej. Zgodnie z zasadami Nowej Umowy Kapitałowej, wyraża on w zindywidualizowany i pełny sposób wystawienie banku na ryzyko. Nie ma żadnych podstaw, aby bagatelizować znaczenie tego faktu. Bank, którego współczynnik adekwatności kapitałowej spadnie poniżej 8 procent powinien być pozbawiony licencji na prowadzenie działalności w naszym kraju.
Komisja Nadzoru Finansowego z całą pewnością nie będzie sięgała po tę ostateczność bez ustalenia systemowych następstw tego typu decyzji oraz bez skonsultowania swego zamiaru z nadzorem kraju macierzystego. Może on skłonić spółkę dominującą do udzielenia spółce zależnej pożyczki podporządkowanej. Krok ten może nie znaleźć akceptacji większościowych inwestorów i osób odpowiedzialnych za zarządzanie płynnością w spółce macierzystej.
Niepokojącym sygnałem jest szybsze tempo udzielania kredytów od pozyskiwania krajowych depozytów. Oznacza to większe otwarcie naszego systemu bankowego na zaburzenia na globalnych rynkach finansowych. Są one skłonne do rolowania naszego długu publicznego, ale nie na kredytowanie konsumpcji naszych gospodarstw domowych. Banki samochodowe działające w Polsce dostrzegły ten problem i zaczęły intensywnie zabiegać o krajową bazę depozytową.
Presja gospodarstw domowych na kredyt konsumencki będzie się nasilać. Boom kredytowy dotyczy głównie kredytów mieszkaniowych. Perspektywa zamiany złotego na euro zachęca do zaciągania kredytu w nadziei na niższe ich nominalne stopy procentowe w przyszłości. Również odbicie inflacyjne stymuluje do zadłużania się, bo obniża efektywną stopę procentową kredytów.
Jak długo gospodarka rozwija się zgodnie ze swym potencjałem, tak długo sygnały wczesnego ostrzeżenia nie zlewają się w ostrzeżenie przed stagnacją połączoną z wysoką inflacją. Języczkiem u wagi jest tempo tworzenia nowych miejsc pracy. Ma ono silną tendencję do tracenia swojej dynamiki i wzrost bezrobocia gwałtownie zwiększy skalę złych kredytów.
Scenariusz zagrożenia
Kanałem bezpośredniego przenoszenia zaburzeń funkcjonowania rynków finansowych z centrum na peryferie gospodarki światowej jest wycena aktywów. Pożarowa sprzedaż dobrych aktywów prowadzi do spadku ich ceny i utraty zysków oraz płynności instytucji kredytowych. Międzynarodowe Standardy Rachunkowości nie dają pola swobodnego uznania wpływu przeceny aktywów na rynkach zewnętrznych na ich poziom w kraju. Rynkiem odniesienia jest często rynek londyński, bez możliwości tworzenia lokalnych wycen aktywów.
Konsekwentna likwidacja nadmiernego lewarowania operacji finansowych musi prowadzić do obniżenia stopy zwrotu z kapitału. W tych warunkach nie jest łatwo pozyskać nowy kapitał na giełdzie. Inwestorzy domagają się zapłaty za zwiększone ryzyko. Nowe fundusze własne rosną wolniej od wzrostu ekspozycji na ryzyko. Współczynnik adekwatności kapitałowej szybko spada i obnaża słabość kapitałową sektora bankowego w Polsce.
Ekstensywne źródło zwiększenia funduszy własnych przez zatrzymanie zysków nie może być wykorzystane. Strategiczni inwestorzy walczą o przetrwanie i nie prowadzą długoterminowej polityki dywidendy. Realizują zyski, bo wiedzą, że marży odsetkowej nie da się już zwiększyć. Jest ona tak wysoka, że grozi rebelią klientów i ich ucieczką za granicę.
Menedżment banków sięga po wypróbowaną metodę redukcji zatrudnienia i drakońskich programów cięcia kosztów. Ich zewnętrznym efektem jest pogorszenie jakości usług i ucieczka w samoobsługę za pośrednictwem internetu. Bank traci dostęp do informacji prywatnych i odczuwa negatywne skutki asymetrii informacji. Jednym z nich jest wzrost wartości złych kredytów. Płytkie rezerwy poprawy jakości portfela kredytowego banków już się wyczerpały. Kolej na politykę kredytową i nowoczesne podejście do skali zabezpieczeń. Bez zmiany jakości zarządzania ryzykiem banku nie uda się zapobiec przekształceniu się sygnałów wczesnego ostrzeżenia w ryzyko systemu finansowego.
Urzędowy optymizm
Podstawowym źródłem rozbieżności w ocenie kondycji sektora bankowego w Polsce jest szybkość amerykańskiego kryzysu kredytów hipotecznych. Od ponad czterech lat wiadomo, że bańka cen nieruchomości w Stanach Zjednoczonych pęknie. Otwarcie zastanawiano się, czy wyspecjalizowane agencje wspierania tego typu kredytów są za duże, aby mogły zostać zlikwidowane.
Kryzys subprime narastał od kwietnia 2007 roku i w lutym 2008 r. doczekał się oficjalnego uznania przez administrację amerykańską. Wcześniej obwiązywał urzędowy optymizm, że sprawa dotyczy marginesu społecznego i rynkowego. Kryzys ten nie pojawił się jak grom z jasnego nieba, nie miał w sobie nic z białego szkwału. Stanowił mało udaną próbę wycofania się z obietnic rządowych dla weteranów wojennych i mniejszości rasowych.
Zarażanie się kryzysem amerykańskich kredytów hipotecznych nie ma charakteru szybko rozprzestrzeniającej się epidemii. Jest to bardzo powolny proces deformacji mechanizmów rynkowych i regulacyjnych. Jest to proces, w którym mechanizmy samoregulacji rynkowej są zastępowane przez zabiegi PR.
Urzędowy optymizm, że nic nam nie grozi i kryzys subprime przejdzie obok nas wynika z wyobrażenia, że każdy kryzys ma gwałtowny przebieg. Jeśli nic się nie dzieje przez ponad rok to trudno jest reagować prawidłowo na sygnały wczesnego ostrzeżenia. Ten typ zachowania przypomina generałów, którzy są przygotowani na wojnę, która już była, a nie tę, która toczy się aktualnie.
Zagrożenie negatywnymi następstwami kryzysu sub-prime stanie się oczywiste dla uczestników rynku, gdy pojawią się dostatecznie silne oznaki recesji w Stanach Zjednoczonych i spowolnienia tempa wzrostu w Polsce.
Aktualnie obowiązuje doktryna działań prewencyjnych Rady Polityki Pieniężnej i Komitetu Stabilności Finansowej. Ponieważ kryzysu finansowego w Polsce nie ma, to można mu zapobiec. Zdroworozsądkowe przeświadczenie, że zło przychodzi z zewnątrz, utrudnia dostrzeżenie już istniejących zagrożeń.
Profesjonalne zarządzanie ryzykiem systemu finansowego polega na ograniczaniu kosztów kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych dla podatnika w Polsce. Zamykanie oczu na próby przerzucenia tych kosztów na klientów banków międzynarodowych w Polsce skazane są na niepowodzenie. Trzeba egzekwować od instytucji kredytowych bezpieczny 10-procentowy współczynnik adekwatności kapitałowej. Należy piętnować każdy przejaw urzędowego optymizmu, z którego wynika, że podział zysków za rok 2007 świadczy o społecznej odpowiedzialności akcjonariuszy za losy stabilności finansowej w Polsce.
Na podium zwycięzców znalazły się duże banki detaliczne. To jest znakiem czasów, że koniunktura gospodarcza rodzi się w gospodarstwach domowych i finanse rodzinne są największym beneficjentem czasów pokoju. Małe banki niszowe też wygrywają, gdy stawiają na obsługę najzamożniejszych. Sukces bankowości detalicznej obejmującej finanse konsumenta oraz kredytowanie małych i średnich przedsiębiorstw potwierdza dualność naszej gospodarki. Przedsiębiorstwa finansują się z zatrzymanych zysków lub bezpośrednio na rynku. Niemająca szans na eksport swych usług i produktów część gospodarki zgłasza w okresie wzrostu gospodarczego efektywne zapotrzebowanie na profesjonalne usługi finansowe.
Wyzwaniem krajowego systemu bankowego pozostają wykluczeni w dostępie do zarządzania ryzykiem finansowym oraz wtórne fale zaburzeń wynikających z amerykańskiego kryzysu kredytów hipotecznych. One mogą dotknąć zarówno wyłączone, jak i włączone w rynek usług finansowych gospodarstwa domowe.
Bez podniesienia kompetencji finansowych naszego społeczeństwa można będzie manipulować opinią społeczną w interesie spekulantów finansowych. Każdy uczestnik rynku finansowego, a więc każdy obywatel musi nabyć umiejętności zarządzania ryzykiem finansowym powstałym na globalnych rynkach. Pamiętajmy, że brytyjska uczennica uratowała życie tysiącom ludzi dzięki wiedzy o tsunami. Zadbajmy, by biały szkwał nie dotknął naszych żeglarzy na coraz większych zbiornikach finansowych.
