Spadki cen surowców wynikały przede wszystkim z dużej przeceny na rynku EUR/USD. Ta z kolei miała podstawy w słabszych danych makro z USA, lepszych od oczekiwań w USA i (chyba przede wszystkim) z wypowiedzi dwóch członków Fed, którzy twierdzili, że rosnące ceny surowców mogą zmusić Fed do podwyżki stóp. Twierdzono też, że to ropa wpłynęła na waluty, a nie odwrotnie, ale jednak uważam, że tym razem pierwsze były waluty. Ropie dodatkowo zaszkodziła informacja o zwiększeniu nadzoru CFTC (komisja nadzorująca handel kontraktami na surowce) nad handlem kontraktami. Pod naciskiem polityków CFTC szuka spekulantów i niedozwolonych działań – nie znajdzie, bo przecież musiałaby ukarać wszystkich graczy, ale część graczy wolała zamknąć długie pozycje.
Jeśli chodzi o dane makro to ich zbawienny wpływ na rynek trzeba traktować z przymrużeniem oka. Owszem, wzrost PKB został zweryfikowany (tak jak oczekiwano) w górę z 0,6 na 0,9 procent, ale to gracze już przecież wcześniej zakładali. Poza tym nawet, gdyby rzeczywiście PKB drgnął to nadal sygnalizuje stagnację. Niedobre były dane o ilości noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych – wzrosła mocniej niż oczekiwano. Widać więc, że czwartkowy wzrost indeksów wynikał przede wszystkim z ruchów na rynku surowców.
Publikowane w piątek dane makro nie mogły nikogo ucieszyć. Okazało się, że wydatki i przychody Amerykanów wzrosły w kwietniu o 0,2 procent (zgodnie z prognozami). Zazwyczaj w tym raporcie za najważniejszy uznawany był bazowy wskaźnik wydatków osobistych (PCE core). Okazało się, że wzrósł tak jak oczekiwano o 0,1 procent. Miara główna wzrosła jednak o 0,2 procent. Ekonomiści ocenili, że w tym raporcie widać zmniejszenie chęci Amerykanów do wydawania pieniędzy. Nie były to jednak dane mogące znacznie pogorszyć nastroje inwestorów.
Kolejne raporty też nie były dobre. W maju odczyt indeksu Chicago PMI (pokazuje, jaka koniunktura gospodarcza panuje w okolicach Chicago) wzrósł co prawda z poziomu 48,3 do 49,1 pkt., ale nadal utrzymał się przecież w obszarze recesyjnym. Był to już czwarty , kolejny miesiąc cofania się gospodarki w tym regionie. Indeks nastroju Uniwersytetu Michigan został zweryfikowany kosmetycznie (w stosunku do danych sprzed 2 tygodni) w górę, ale i tak w stosunku do kwietnia spadł do poziomu 28. letniego dna.
Takie dane były wystarczającym pretekstem do osłabienia dolara, ale kurs EUR/USD rósł bardzo spokojnie (około 0,3 proc.). Można ten wzrost uznać za nic nieznaczącą korektę. Wystarczającą jednak, żeby wzrosły (uważam, że też korekcyjnie) ceny złota, miedzi i ropy. Po czwartkowych, dużych spadkach takie korekcyjne wzrosty dziwić nie mogą.
Rynek akcji miał problem, bo gracze nie bardzo wiedzieli czy reagować na jednak słabe dane makro, czy na wzrost ceny ropy. Koniec miesiąca i window dressing oraz lepsze od oczekiwań wyniki kwartalne Tiffany, a przede wszystkim opublikowany po czwartkowej sesji raport Dell pozwoliły na kontynuowanie czwartkowych wzrostów. Jednak tylko na NASDAQ, bo szeroki rynek zamknął się neutralnie. Po tygodniu spadkowym przyszedł wzrostowy – na razie to nic innego jak fragment korekty, a nie powrót do kontynuacji trendu wzrostowego.
Zachowanie GPW nie przestaje zadziwiać. W czwartek obroty nadal były bardzo duże, ale zachowanie rynku jakże różne od tego, co widzieliśmy w środę. Przez 5 godzin WIG20 utrzymywał się na niewielkim plusie, a potem nagle się załamał. Najbardziej ważyły na indeksie spadki ceny akcji KGHM i Agory. Pozostało drapanie się po głowi I zastanawianie, o co w tym wszystkim chodzi. Nadal zakładam, że wszedł jakiś duży kapitał, który spokojnie kupuje, ale jego zamiary są niejasne.
W piątek znowu rozpoczęliśmy sesję zwyżką indeksów i znowu rynek wszedł w marazm z lekką tendencją do osuwania się indeksów. Obawiano się, że nastąpi powtórka z rozrywki i kolejne załamanie. Nie nastąpiło, ale za to indeks po prostu się od południa osuwał, a obrót znowu był mały. Kto był liderem wzrostów, wtedy, kiedy dało się je zauważyć? KGHM, która w czwartek przewodziła spadkom. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Koniec sesji znowu był bardzo słaby, a co bardziej istotne właśnie w samym fixingu znacznie wzrósł obrót. Rynek jest bardzo słaby, ale stawianie prognoz z dnia na dzień mija się z celem. Wydaje się, że bardziej prawdopodobny jest dzisiaj spadek indeksów, ale jeśli rzeczywiście obrót znowu wróci do poziomu poniżej 1 mld to nagły i nieoczekiwany wzrost jest możliwy w każdym momencie. Nadal czekamy na rozstrzygnięcia.
