Narzędzia finansowe

Hydepark

Wojciech Boczoń

Michał Kryński

Tomasz Jaroszek

Paweł Lipiec

Hanna Hylińska

Krzysztof Gołdy

Malwina Wrotniak

Michał Kisiel

Łukasz Piechowiak

Mateusz Szymański

Jarosław Ryba

Krzysztof Kolany

Bogusław Półtorak

Michał Macierzyński

Wiadomości

Bankowość

Aktualności

Poradniki

Analizy

Marketing i PR

Inwestycje

Ubezpieczenia

Nieruchomości

Giełda

Komentarze

Ludzie

SKOK-i

Nasz gość

Produkty finansowe

Zapisz się na newsletter:

Kombinat robotniczy im. Goldmana i Sachsa

2010-04-22, 06:52

Nowojorskie banki inwestycyjne założone przez klasycznych kapitalistów w ostatnich latach stały się urzeczywistnieniem marzeń Marksa i Lenina. Obecnie „robotnicy” pracujący na Wall Street są lepiej wynagradzani niż inwestorzy, którzy ich zatrudniają. Najlepszym przykładem są najnowsze wyniki banku Goldman Sachs.

Na początek tego tekstu przytoczmy suche liczby z raportu kwartalnego Goldman Sachs. W pierwszym kwartale roku 2010 bank ten uzyskał przychody w kwocie 12,76 mld dolarów. Z czego 5,5 miliarda dolarów pochłonęły koszty pensji, bonusów i nagród dla pracowników. Akcjonariuszom do podziału zostało raptem 3,46 mld $, z czego większość w postaci dywidendy zgarnęli posiadacze papierów uprzywilejowanych.

 

W ten sposób Goldman Sachs 43% swoich przychodów oddał własnym pracownikom, którzy dzień w dzień wykonują „robotę Boga” (jak niedawno wypalił prezes Lloyd Blenkfein) i w pocie czoła budują amerykański wzrost gospodarczy (to z kolei cytat z internetowej witryny Goldmana). Takim ludziom przecież należy się godne wynagrodzenie – w końcu boskie obowiązki nie są lekkie! Przeszło 33 tysiące pracowników GS z mozołem handluje akcjami, obligacjami i różnej maści derywatami tylko po to, abyśmy my, biedni zjadacze chleba, mieli co do garnka włożyć. Średnio w pierwszym kwartale każdy zatrudniony u Goldmana zarobił 55,4 tysiąca dolarów.

 

Swoje dostał też amerykański budżet – Goldman Sachs przyznaje, że efektywna stawka podatkowa wyniosła 33%, co daje kwotę 1,15 mld $. W końcu nieprzypadkowo prezesi GS na emeryturze dorabiają na stanowisku sekretarza skarbu Stanów Zjednoczonych. I tak jak Hank Paulson dzielnie bronią tam interesów swojej macierzystej korporacji.

 

Struktura kosztów takich korporacji jak Goldman Sachs pokazuje, że coś takiego jak „kapitalizm” na Wall Street jest już tylko historią. Współczesne banki a także korporacje niefinansowe coraz częściej działają jak samozadowalająca się machina biurokratyczna i coraz rzadziej w swoich decyzjach reprezentują interesy swych właścicieli. Ci ostatni z kolei mają to, na co zasłużyli – rozproszony akcjonariat globalnych koncernów nie jest w stanie przeciwstawić się ich wszechwładnym zarządom, w których ręce powierzyli własne (choć częściej cudze) pieniądze.


autor: Krzysztof Kolany, Bankier.pl

źródło: PR News




Zobacz również:




  • Komentarze (2)
Oj Panie Krzysztofie, podpuszcza Pan, podpuszcza :)

Tytułem komentarza i małej powtórki ze statystyki:
- Tomek jeździ hulajnogą za 100zł
- Jasio jeździ Mercedesem za 500.000zł
Średnio jeździmy pojazdem za 250.050zł.

Do czego zmierzam? Średnia pensja 55 tysięcy dolarów niewiele mówi o wynagrodzeniu, które przeciętny pracownik zabiera do domu.
Tomek - Kwiecień 22, 2010, 11:13
#1
A gdyby koszty osobowe to bylo 'tylko' 26% tzw. przychodow (tak jest w polskich bankach wg knf), to byloby ok? A gdyby zaraportowali 1 mld USD przychodow, to...:)
To tzw. problem systemowy - czemu najlepsi absolwenci sa w GS, a nie sa w nadzorze, ktory moglby zatrzymac w pore CDSy i inne 'instrumenty'? Dobry tekst poruszajacy problemy nie do poruszenia:)
R - Kwiecień 22, 2010, 11:54
#2

Bezpłatny newsletter PRNews.pl:

Zapisz się na newsletter:

Dołącz już dziś do ponad 29 tys. odbiorców!