Przed nowym tygodniem na parkiecie wypadałoby zaapelować do kupujących, by wreszcie się obudzili. Nasza giełda od dobrych kilku tygodni jest znacznie słabsza od czołowych parkietów europejskich, co trudno racjonalnie uzasadnić – przecież to Europa Zachodnia i Ameryka mogą najbardziej odczuć kredytowy kryzys w USA.
Na parkiecie trwa rozpaczliwe poszukiwanie chętnych do zakupów. Nie ma wśród nich kapitału krajowego – nie licząc funduszy emerytalnych, które są stale zasilane pieniędzmi z ZUS. Zagranica też nie winduje cen, choć silny złoty (w relacji do euro i dolara)( przypomina, że inwestorzy z Zachodu tak całkiem nas nie porzucili.
Wciąż jest szansa na wejście rynku w fazę poważniejszego odbicia po zakończonej w styczniu gwałtownej przecenie. Teraz ceny akcji spadają, ale nie przełamały żadnej z istotnych barier i nie ma powodów przypuszczać, że czeka nas jakaś apokalipsa. Pewnie tylko dłużej przyjdzie nam czekać na zapowiadane przez większość analityków ożywienie.
